poniedziałek, 14 maja 2012

Pretensje całego świata

Witaj, Drogi Czytelniku!
Płakałam. Swój lodowaty wzrok zawiesiłam w martwym punkcie. Było mi zimno, podbródek drgał. Kiedy płaczę, na początku robi mi się bardzo ciepło, a chwilę potem moje członki sztywnieją z przeszywającego mrozu. I to był ten moment. Wiedziałam, że łzy już nie wrócą, pierwsza fala rozpaczy za mną. Wsłuchiwałam się w słodkie szydzenie świergoczących ptaków. Wspomnienia pędziły jak tajfun w mojej biednej głowie.
Problemy, pretensje całego świata skierowane są do mnie. Przez to, że moja matka wyszła za ojca. Ciągłe zażalenia z każdej strony, ogromne wymogi, ponieważ to przecież ja jestem winna za jej ciężkie, do cna zepsute, podszyte bólem psychicznym życie. Miała trzydzieści lat. Osoba w tym wieku wie, co robi. Sama, osobiście pretensji o swoje życie nie ma. Kryje w sobie swe rozterki. Jest mi trochę obca w sensie duchowym, lecz to moja rodzicielka. Czasami słyszę od swoich znajomych, że rodzice są ich najlepszymi przyjaciółmi. Aż uszom nie wierzę, naprawdę.
Za to moja rodzina wciąż woła o pomstę do ich boga: że nie wspieram, że za mało pomagam, że jestem wyrodną córką, że to ja powinnam dźwigać na barkach nieudane małżeństwo moich rodziców, że ich wątpliwy zbawiciel na pewno postara się o sprawiedliwość. Jasne. Chciałabym. Gdyby faktycznie tak by miało być, za wszystkie dni, miesiące, lata spędzone na gorących modłach do wszystkiego co jest możliwe o rychłą śmierć, przez to całe marne życie, teraz egzystowałabym w luksusie, pełni zdrowia i posiadając mnóstwo przyjaciół. Ale wiem, że żadnych bogów ani sprawiedliwości nie ma, nie było, prawdopodobnie nigdy nie będzie. Niniejszymi słowami kończę moją wybitnie optymistyczną wypowiedź.

Praestrigia
"Kimże był ten przedziwny człek,
Który jasną nocą ulicą szedł?
Nie przejmował się tym, że pada deszcz
Wędrował by odprawić mszę...

Kult ku zmasakrowanej czci!
Czarował, doceniwszy smak bordowej krwi,
Werbował fatalne emocje - dziś,
Nazajutrz - obcy lud mordował.

Ufał bladości powtórnie wieszanego,
Wierzył w ogniste oblicze gwiazd,
Zapatrzył się w blask konającego,
Czuł, że również umiera sam.

Uczucia łowił w rzece łez,
Grzeszne dusze wyganiał precz,
Brnął wśród ciał modlących się
O kolejną bolesną śmierć"




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz