piątek, 29 czerwca 2012

Eksperymenty na splugawionej do cna ziemi

Witaj, Drogi Czytelniku!
Myślałam, że los się do mnie uśmiechnął. Ale tak naprawdę to był ironiczny grymas. Chyba jednak się pomyliłam. Jakaż ja jestem niemądra. Stwierdzenie „głupi ma szczęście” to wierutna bujda. Niech to szlag… tyle mam do powiedzenia. Moja naiwność po prostu nie zna granic. Dlaczego urodziłam się bez kropelki oleju w głowie? Aż zadziwiające jak szybko przyszło mi zejść ze złotego nieba, boskiego piedestału, na tę splugawioną do cna ziemię. Co ja piszę? Zejść… Spadłam. I skręciłam sobie kark. Jednak mężczyznom chodzi tylko o jedno. Czy mają lat dwadzieścia, czy pięćdziesiąt, strategicznie wymyślają plan jak najszybciej „puknąć” pannę. Tak, żeby się nie narobić, a dużo zyskać. Na szczęście to akurat potrafię w ostatniej chwili wyczuć… Oby nigdy nie było za późno… 
Jednakże nie ma co sprawy osądzać z góry. Na razie jestem wolna, młoda, mogę robić co chcę oraz spotykać się z kim chcę. Nie wiążą mnie żadne śluby, zobowiązania, obietnice i przysięgi. Trzeba będzie po prostu zwolnić tempo, nie pędzić tak… I zobaczyć czy faktycznie komuś zależy. Myślę, że spokojnie uda mi się taki eksperymencik wykonać. Tutaj oczywiście nie chodzi o wykorzystywanie osobników płci męskiej, tylko o miłe spędzanie czasu nie zwieńczone krótką, acz namiętną wizytą w łóżku. Oczywiście osobę, na której zrobię kilka testów, poinformuję rzetelnie. Nie lubię niedomówień. 
Mam jeszcze tę powoli dogasającą iskierkę nadziei, złudne marzenia, że może w końcu spotkam kogoś, komu będzie na mnie zależeć, ale tak zupełnie, bezinteresownie, bez jakichkolwiek ograniczeń. Ależ, jestem romantyczna, gdzieś tam w głębi duszy. Trzeba to zadusić w sobie, bo życie jest pełne rozczarowań. To nie czas dla buntowniczych romantyków z pasją. Tu liczy się twarda skóra, brak jakiejkolwiek litości dla danych jednostek oraz zero wrażliwości na otaczający Nas świat. Przyznaj, Drogi Czytelniku, że mam rację. A nawiązując do wiersza poniżej, mimo zaznaczonego wyraźnie tytułu, uważam, iż jest bardzo uniwersalny i osobliwie pasuje do mojego dzisiejszego humoru.

Kazimierz Przerwa - Tetmajer Koniec wieku XIX
                                 "Przekleństwo?... Tylko dziki, kiedy się skaleczy,
złorzeczy swemu bogu, skrytemu w przestworze.
Ironia?... Lecz największe z szyderstw czyż się może
równać z ironią biegu najzwyklejszych rzeczy?

Wzgarda... lecz tylko głupiec gardzi tym ciężarem,
którego wziąć na słabe nie zdoła ramiona.
Rozpacz?... Więc za przykładem trzeba iść skorpiona,
co się zabija, kiedy otoczą go żarem?

Walka?... Ale czyż mrówka rzucona na szyny
może walczyć z pociągiem nadchodzącym w pędzie?
Rezygnacja?... Czyż przez to mniej się cierpieć będzie,
gdy się z poddaniem schyli pod nóż gilotyny?

Byt przyszły?... Gwiazd tajniki któż z ludzi ogląda,
kto zliczy zgasłe słońca i kres światu zgadnie?
Użycie?... Ależ w duszy jest zawsze coś na dnie.
co wśród użycia pragnie, wśród rozkoszy żąda.

Cóż więc jest? Co zostało nam, co wszystko wiemy,
dla których żadna z dawnych wiar już nie wystarcza?
Jakaż jest przeciw włóczni złego twoja tarcza,
człowiecze z końca wieku?... Głowę zwiesił niemy."


środa, 27 czerwca 2012

Puchate chmurki

Witaj, Drogi Czytelniku!
To niesamowite jak fortuna mi sprzyja. W normalnych sytuacjach pomyślałabym, że dobra passa szybko minie. Ale teraz mam wrażenie, iż jednak faktycznie los się do mnie uśmiechnął. Jakaż ja jestem w końcu szczęśliwa!
Zacznijmy od tego, że poznałam pewną osobę. Na razie to tylko wolny związek, ale widzę, że pomyślnie się zapowiada na coś więcej. Gdybym musiała wyjechać na studia, ten mężczyzna zamieszkałby ze mną, o ile znalazłby pracę (przynajmniej tak mi powiedział). To rzuca zupełnie inne światło na całą naszą przyszłość. Bardzo jasne, różowe i błyszczące światło. 
Sama śmieję się z moich ostatnich poczynań. Zachowuję się jak podlotek. Bujam w obłokach, przewracam się na łóżku i marzę… Gdzież się podziała ta chłodna realistka analizująca każdą sekundę swego życia? Jednak nie chcę się otrząsnąć z tego słodkiego snu pełnego niewinnej rozkoszy.
Co do tego mężczyzny nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie przeszkadza mi to, że jest ode mnie starszy. Dogadujemy się świetnie i dobrze bawimy w swoim towarzystwie. To mi wystarczy.  Nie wiem, czy powinnam przejmować się opinią innych. Nigdy tego nie robiłam. Ludzie są zbyt fałszywi i zawistni, by ufać ich zdaniu. Chociaż, niestety, różnicę wieku widać… Poza tym jest niesamowity, stara się. Przecież widać, że nie zależy Mu tylko na szybkim numerku. To cudownie uczucie spojrzeć sobie rano w twarz i powiedzieć „A jednak się komuś podobasz, pryszczata brzydulko”. Na razie musimy się ze wszystkim ukrywać, ale to tylko kwestia czasu. Zarówno moi, jak i Jego znajomi będą musieli się przyzwyczaić do tego, że dojrzały facet jest z nastolatką. Nie sądzę, bym była naiwna w tym konkretnym przypadku. Mam nadzieję, że się nie mylę…
Największy problem stanowi w tym momencie dla mnie zdobywanie wiedzy nieodzownej, by dostać się na wymarzone studia. Niektórzy pomyślą, że jestem chora psychicznie, skoro mam zamiar uczyć się w wakacje. Postaram się to jasno i klarownie wytłumaczyć. Posiadam w życiu pewną ideę. Cel, którego trzymam się kurczowo. Robię, co w mojej mocy, żeby dopiąć swego. Jeśli się nie uda, będę okropnie zawiedziona, pogrążę się w czarnej żałobie nad moją mroczną przyszłością i prawdopodobnie zamknę się w jakimś klasztorze do końca życia (sic!), ale przynajmniej będę miała pewność, że robiłam wszystko, co było w mojej mocy. Tylko że w obecnej chwili, po prostu nie jestem w stanie nawet otworzyć książki, by wziąć się za tłumaczenie. Właśnie przekładam sobie The girl with the dragon tattoo Stiega Larssona z języka angielskiego na polski. Pomijam fakt, że jest dosyć ciężka, a niektórych nieznanych dla mnie słów w ogóle nie ma w słowniku, lecz kiedy ją otwieram i już… już mam zamiar coś przeczytać, ląduję pośród mlecznych, puchatych chmurek i myślę… zgadnij, Drogi Czytelniku, o kim… Zmierzając do meritum, chodzi o to, że po prostu nie jestem w stanie na niczym się skupić. Nie muszę chyba wspominać, że to samo dotyczy medytacji. Konkludując, w obecnym stanie nie wiele mogę zrobić pożytecznego ze swojego umysłu. Pozwolę sobie na chwilę cudownych doznań, ale potem będę musiała twardo i stanowczo spaść na ziemię. Oraz wziąć się do roboty. Eh.. coś czuję, że nie będzie łatwo…



czwartek, 21 czerwca 2012

Koniec harówki

Witaj, Drogi Czytelniku!
Nareszcie mogę odetchnąć pełną piersią, ponieważ mam już wszystko zdane. Ostatnim czasem moim jedynym pożywieniem były tylko papierosy i kawa. Jak ja się stoczyłam… tak dawno nie paliłam… Mam nadzieję, że się nie wciągnęłam, bo gardzę tym nałogiem. Dni się zacierają między sobą. Leci godzina za godziną. A ja nie wiem gdzie jestem, nie wiem co robię… Nie mam pojęcia jak to wytłumaczyć. Po prostu „budzę się” w pewnym momencie i uświadamiam sobie, że z kimś rozmawiam. Ale nawet nie pamiętam o czym…
Poznałam bardzo dużo osób, mimo że w ogóle nawet nie szukałam. To bardzo irytujące, że przez okrąglutki rok nie powinnam się z nikim wiązać na stałe. Wielu mężczyzn chce mnie spotkać. Nie mam na to zupełnie ochoty, a z drugiej strony zaczynam tęsknić za kimś ciepłym, za bliskością… Chociaż, jaka tam bliskość…? Większości chodzi tylko o jedno…
Wszystko jednak wydaje się takie idealne. Mój były chłopak praktycznie już znalazł sobie dziewczynę. Ciężko mi to przyznać, ale jestem zazdrosna. Ona jest po prostu urocza. Wiem jednak, że będą razem szczęśliwi, że On nareszcie trafił na tę wyjątkową. Zresztą, to ja go namawiałam do związku...
Na szczęście przez to wszystko mam ogromną wenę. Napisałam już jedno długie opowiadanie w wolnym czasie, na razie to jednak jest kopia robocza, więc nie zamieszczę go tutaj. Cóż więcej? Nie mam siły, a będę musiała rozglądnąć się za jakąś pracą za granicą. Niestety, ten sezon jest po prostu tragiczny, jeśli chodzi o szukanie roboty. Nigdzie jej nie ma, a jak jest, to bardziej nazwałabym to niewolniczą harówką.

sobota, 9 czerwca 2012

Kac moralny

Witaj, Drogi Czytelniku!
Sama nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłam. Zerwałam z Nim. Tak bardzo mi smutno, ale nie było już innego wyjścia. Nie chciałam tego zrobić akurat dnia, w którym miał urodziny. Nie chciałam też zakończyć związku wcześniej, bo czułam się Mu materialnie dłużna. Związek sypał się już od pewnego czasu, a dokładniej, od momentu, kiedy dowiedziałam się, że zamykają na uniwersytecie obrany przeze mnie kierunek z powodu braków w kadrze. Mam jedynie dwa wyjścia - studiować w mieście oddalonym o x setek kilometrów od mojego lub wyjechać za granicę do ojca. Niemożliwością było to, żeby ten wyjątkowy facet jechał ze mną. Kiedy się z Nim spotykałam byłam ponura i smutna. Zimna. Bardzo się ze mną męczył, bo również psuło Mu to humor.
Nie mogłam znieść myśli, że to już nie ma sensu. Bałam się brnąć w to dalej, lecz, paradoksalnie, brnęłam. Dlaczego? Miał wiele cech, które u Niego ceniłam. Czasami łudziłam się, że może jednak wyjedziemy razem, chociaż wiedziałam, że to niemożliwe. Kolejną kwestią było to, iż podchodziłam do związku z dystansu. Rozkochać mnie jest bardzo trudno z powodu tych wszystkich krzywd. On zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i mocno. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo. Nie byliśmy ze sobą długo, pół roku to nie wiele. Jednakże, kiedy powiedziałam, że raczej nie jest nam dane być ze sobą, rozpłakał się. Tak strasznie się wtedy czułam. A najgorsze było to, że On czuł się gorzej. Życie przysporzyło Mu tyle cierpienia, a tu jeszcze ja dołożyłam sporą część. Mam ogromne wyrzuty sumienia. Nie chciałam, by rozkochiwał się we mnie bardziej, daremnie tracił swój czas i pieniądze. Musiałam to zakończyć. Zawsze będę Mu wdzięczna za każdą chwilę. Mam nadzieję, że w końcu znajdzie dziewczynę, która jest Jego warta.