sobota, 9 czerwca 2012

Kac moralny

Witaj, Drogi Czytelniku!
Sama nie mogę uwierzyć w to, co zrobiłam. Zerwałam z Nim. Tak bardzo mi smutno, ale nie było już innego wyjścia. Nie chciałam tego zrobić akurat dnia, w którym miał urodziny. Nie chciałam też zakończyć związku wcześniej, bo czułam się Mu materialnie dłużna. Związek sypał się już od pewnego czasu, a dokładniej, od momentu, kiedy dowiedziałam się, że zamykają na uniwersytecie obrany przeze mnie kierunek z powodu braków w kadrze. Mam jedynie dwa wyjścia - studiować w mieście oddalonym o x setek kilometrów od mojego lub wyjechać za granicę do ojca. Niemożliwością było to, żeby ten wyjątkowy facet jechał ze mną. Kiedy się z Nim spotykałam byłam ponura i smutna. Zimna. Bardzo się ze mną męczył, bo również psuło Mu to humor.
Nie mogłam znieść myśli, że to już nie ma sensu. Bałam się brnąć w to dalej, lecz, paradoksalnie, brnęłam. Dlaczego? Miał wiele cech, które u Niego ceniłam. Czasami łudziłam się, że może jednak wyjedziemy razem, chociaż wiedziałam, że to niemożliwe. Kolejną kwestią było to, iż podchodziłam do związku z dystansu. Rozkochać mnie jest bardzo trudno z powodu tych wszystkich krzywd. On zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i mocno. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo. Nie byliśmy ze sobą długo, pół roku to nie wiele. Jednakże, kiedy powiedziałam, że raczej nie jest nam dane być ze sobą, rozpłakał się. Tak strasznie się wtedy czułam. A najgorsze było to, że On czuł się gorzej. Życie przysporzyło Mu tyle cierpienia, a tu jeszcze ja dołożyłam sporą część. Mam ogromne wyrzuty sumienia. Nie chciałam, by rozkochiwał się we mnie bardziej, daremnie tracił swój czas i pieniądze. Musiałam to zakończyć. Zawsze będę Mu wdzięczna za każdą chwilę. Mam nadzieję, że w końcu znajdzie dziewczynę, która jest Jego warta.













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz