środa, 27 czerwca 2012

Puchate chmurki

Witaj, Drogi Czytelniku!
To niesamowite jak fortuna mi sprzyja. W normalnych sytuacjach pomyślałabym, że dobra passa szybko minie. Ale teraz mam wrażenie, iż jednak faktycznie los się do mnie uśmiechnął. Jakaż ja jestem w końcu szczęśliwa!
Zacznijmy od tego, że poznałam pewną osobę. Na razie to tylko wolny związek, ale widzę, że pomyślnie się zapowiada na coś więcej. Gdybym musiała wyjechać na studia, ten mężczyzna zamieszkałby ze mną, o ile znalazłby pracę (przynajmniej tak mi powiedział). To rzuca zupełnie inne światło na całą naszą przyszłość. Bardzo jasne, różowe i błyszczące światło. 
Sama śmieję się z moich ostatnich poczynań. Zachowuję się jak podlotek. Bujam w obłokach, przewracam się na łóżku i marzę… Gdzież się podziała ta chłodna realistka analizująca każdą sekundę swego życia? Jednak nie chcę się otrząsnąć z tego słodkiego snu pełnego niewinnej rozkoszy.
Co do tego mężczyzny nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie przeszkadza mi to, że jest ode mnie starszy. Dogadujemy się świetnie i dobrze bawimy w swoim towarzystwie. To mi wystarczy.  Nie wiem, czy powinnam przejmować się opinią innych. Nigdy tego nie robiłam. Ludzie są zbyt fałszywi i zawistni, by ufać ich zdaniu. Chociaż, niestety, różnicę wieku widać… Poza tym jest niesamowity, stara się. Przecież widać, że nie zależy Mu tylko na szybkim numerku. To cudownie uczucie spojrzeć sobie rano w twarz i powiedzieć „A jednak się komuś podobasz, pryszczata brzydulko”. Na razie musimy się ze wszystkim ukrywać, ale to tylko kwestia czasu. Zarówno moi, jak i Jego znajomi będą musieli się przyzwyczaić do tego, że dojrzały facet jest z nastolatką. Nie sądzę, bym była naiwna w tym konkretnym przypadku. Mam nadzieję, że się nie mylę…
Największy problem stanowi w tym momencie dla mnie zdobywanie wiedzy nieodzownej, by dostać się na wymarzone studia. Niektórzy pomyślą, że jestem chora psychicznie, skoro mam zamiar uczyć się w wakacje. Postaram się to jasno i klarownie wytłumaczyć. Posiadam w życiu pewną ideę. Cel, którego trzymam się kurczowo. Robię, co w mojej mocy, żeby dopiąć swego. Jeśli się nie uda, będę okropnie zawiedziona, pogrążę się w czarnej żałobie nad moją mroczną przyszłością i prawdopodobnie zamknę się w jakimś klasztorze do końca życia (sic!), ale przynajmniej będę miała pewność, że robiłam wszystko, co było w mojej mocy. Tylko że w obecnej chwili, po prostu nie jestem w stanie nawet otworzyć książki, by wziąć się za tłumaczenie. Właśnie przekładam sobie The girl with the dragon tattoo Stiega Larssona z języka angielskiego na polski. Pomijam fakt, że jest dosyć ciężka, a niektórych nieznanych dla mnie słów w ogóle nie ma w słowniku, lecz kiedy ją otwieram i już… już mam zamiar coś przeczytać, ląduję pośród mlecznych, puchatych chmurek i myślę… zgadnij, Drogi Czytelniku, o kim… Zmierzając do meritum, chodzi o to, że po prostu nie jestem w stanie na niczym się skupić. Nie muszę chyba wspominać, że to samo dotyczy medytacji. Konkludując, w obecnym stanie nie wiele mogę zrobić pożytecznego ze swojego umysłu. Pozwolę sobie na chwilę cudownych doznań, ale potem będę musiała twardo i stanowczo spaść na ziemię. Oraz wziąć się do roboty. Eh.. coś czuję, że nie będzie łatwo…



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz