poniedziałek, 9 lipca 2012

Cud, miód i malinki

Witaj, Drogi Czytelniku!
Nigdy więcej alkoholu na pusty żołądek przy takiej duchocie. A teraz, Drogi Czytelniku, odpowiedz sobie na krótkie i proste pytanie: co robi kulka na równi pochyłej? No właśnie. Robię to samo.
W ogóle jest mi okrutnie wstyd za moje zachowanie. No cóż, każdemu zdarzają się różne niemiłe sytuacje. Coś czuję, że akurat w tej kwestii powinnam zdobyć mistrzostwo. Ale nie… niczego nie żałuję. Ani tego strupka na plecach, ani tego, że poślizgnęłam się na płytkach i teraz znowu wróciło to dziwne uczucie w głowie (tak jakby odklejał mi się mózg, nie potrafię tego inaczej zdefiniować), ani nawet kompromitującej sytuacji w wannie, ani tego, że ktokolwiek widział moje łzy. To nie byłoby w moim stylu. Racja, byłam pijana, ale trzeba być bardzo twardym i życie przyjmować na klatę takim, jakim jest. I tak… mimo tego całego szaleństwa było mi bardzo miło. Będzie jeszcze bardziej ciekawie, bo mam dwa „questy”  do wykonania. I zrobię je.
Uwaga. Część, którą zaraz napiszę jest głównie dla maniaków. Przeglądając kilka najbardziej standardowych podręczników do fizyki, zaczynam zdawać sobie sprawę, że kilka kwestii jest porządnie przestarzałych. No tak, świat nie rzuci się do stóp jednej skomplikowanej teorii, która notabene potrafiłaby zmienić wszystko. Zatem moglibyśmy kartkami owych książek podetrzeć sobie tyłek, gdyby zabrakło papieru. Te sprawy to głównie nasze obecne pojęcie o czasie i przestrzeni, roznoszeniu się energii czy nawet budowie pól kwantowych. Wiele bardzo sceptycznych osób, trzymających się kurczowo swoich starych żelaznych zasad, pewnie złapałoby się za głowę. Niespecjalnie się tym przejmuję. Tylko jednostki posądzanie przez ogół o wariactwo są tak naprawdę geniuszami. Nie boją się zmienić świata, przeprowadzając mnóstwo eksperymentów i poświęcając swoje życie jednej, lecz stałej idei. Ale wszystko jest przecież tylko iluzją, prawda, Drogi Czytelniku?
Ludzie już od narodzin karmieni są teoriami constant, które wydają się być po prostu wygodne i łatwiejsze do zrozumienia. Nie sprawdzają czy faktycznie ich „wierzenia” są prawdziwe, ponieważ po co zmieniać to, co nie sprawiało problemów? Oto przykład błędnego myślenia. Nie wiem, czy potrafię to klarownie wytłumaczyć… Normalny człowiek widzi zwykły drewniany stół, artysta zaś, drzewo, z którego owy przedmiot był zrobiony, wzrastające w zmiennej pogodzie, zalane słońcem, pokryte kroplami deszczu... czuje jego zapach i widzi pełnię kolorów, jakie stowrzyła sama nautura... Otóż zmierzam do tego, że naukowcy, którzy zamierzają coś odkryć muszą mieć odrobinę duszy artysty w sobie. Nie mogą patrzeć na świat tak pospolicie, lecz doszukiwać się jego tajemnic.
Bardzo zastanawia mnie cząsteczka neutrino (dotychczas najmniejsza cząsteczka materii ze wszystkich). Jak trudno było uwierzyć, że podobno osiągnęła szybszą prędkość niż światło (przecież tylko foton może ją przekraczać, bo jest najmniejszą cząsteczką światła)? Oczywiście, wszyscy zaczęli się doszukiwać błędów w pomiarach. Takie na pewno się znalazły. Jak łatwo było przyjąć, że to faktycznie pomyłka  i wszystko wraca do „normy”?
Ale tutaj radziłabym pomyśleć…. Co by się stało, gdyby naprawdę wyszło na jaw, że jest szybsza? Teoria względności Einsteina byłaby obalona. Logiczne. Trzeba by było budować ludzką świadomość od podstaw. Poruszanie się z prędkością szybszą niż światło, wędrowanie w przeszłość i przyszłość, zahamowany proces starzenia to tylko niektóre z naszych marzeń, które mogłyby być spełnione, gdyby faktycznie ktoś odkrył tajemniczą cząsteczkę o rekordowej szybkości.
Innymi słowy: cud, miód i malinki.















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz