sobota, 14 lipca 2012

I believe I can fly

Witaj, Drogi Czytelniku!
Paradoksalnie zdecydowanie mi lepiej. Moje życie osobiste sięga dna, nie uczę się w ogóle, w domu moim zdaniem jest bałagan, ale chyba mam dzisiaj szczęśliwy dzień. W sumie doszłam do wniosku, że mimo, iż jestem zależna od kilku osób (między innymi rodziców) to przecież ja jestem panią swego życia i nikt nie ma prawa mi go uprzykrzać swoim zachowaniem. Mam ochotę wyjechać jak najdalej, rozważam Liverpool i Paryż. Znając swoją nieobliczalność, spakuję ciuchy i nikomu nic nie mówiąc, pewnego dnia zabookuję sobie bilet. Tak, ten scenariusz w moim przypadku jest bardzo prawdopodobny. Tęsknię za obcym terenem, kulturą, zabytkami i poznawaniem nowych, interesujących ludzi. Nie, to nie ucieczka, bo nie mam skąd ani dokąd uciekać. Całe życie jestem człowiekiem bezdomnym, który włóczy się tu i tam... Poza tym nie mam po co uciekać… te kilka problemów, jakie mam teraz na głowie, to w sumie błaha sprawa. Jest źle, będzie lepiej. Chodzi mi o mój związek. Powoli tracę zaufanie, które przecież jest najważniejsze. Czuję, że w Jego życiu pojawiła się inna kobieta. Najlepiej jest sprawdzić uczuciwość mężczyzny gdy się wyjeżdża. 
Jedyny szkopuł, to pieniądze, dlatego długo nie mogłabym zabawić za granicą. To już nie są czasy, kiedy budziło się załamaną psychicznie o 3:00 nad ranem, patrzyło na oszczędności i wyjeżdżało na miesiąc w okolice Rzymu… Równie dobrze, mogę się zabarykadować w domu i nie odzywać do nikogo. To chore, ale nie znam samej siebie, więc mogę tylko podejrzewać, co mi strzeli do głowy.
Na własnej skórze odkryłam kolejną prawdę życiową. Im bardziej jestem starsza, tym mniej mam pieniędzy…






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz