czwartek, 19 lipca 2012

Niekończąca się historia

Witaj, Drogi Czytelniku!
Zdecydowana większość poznawanych przeze mnie mężczyzn potrafiła tylko brać. W sumie mogłam się tego spodziewać. Zawsze, kiedy mi bardzo zależy na kimś, ta osoba przestaje się mną interesować. On na początku podobał mi się pod każdym względem. Był kwintesencją moich marzeń i oczekiwań wobec mężczyzny, zapewniał mnie, że wzajemnie. A teraz płaczę. Nie wierzę w te łzy… Jak to możliwe, że zawsze, gdy ktoś skruszy mą zimną skorupę, przełamie bariery wybredności, tak bardzo mnie potem krzywdzi? Przecież nie jestem złym człowiekiem, nikomu nie wadzę, nie przeszkadzam… „Wiele trzeba mocy, by umieć żyć wiedząc, jak bardzo życie i niesprawiedliwość są z sobą złączone.” Fryderyk Nietzsche. Dopiero teraz rozumiem jak gorzkie są te słowa. Najgorsze jest to, że nadal mam chorą nadzieję, mimo że wiem, iż wszystko dobiegło końca…  I teraz ja czuję, jakby ktoś wyrwał mi część mojej duszy i „odebrał ważną część mojego życia”, cóż za zbieg okoliczności…?














Brak komentarzy:

Prześlij komentarz