środa, 26 września 2012

Fallen leaves

Witaj, Drogi Czytelniku!
Wrześniowe dni spędzam głównie w książkach, ale ostatnio miałam sesję fotograficzną. Niektóre zdjęcia wyszły nawet nieźle, chociaż znalazłam wiele niedociągnięć. Jestem perfekcjonistką, a to naprawdę denerwująca przypadłość. Poza tym nie wyobrażam sobie jesiennych, słonecznych popołudni bez Marka Grechuty w słuchawkach. Patrzę wtedy na te pożółkłe, spadające liście i ogarnia mnie dziwna nostalgia, lecz nie chcę myśleć, jak makabrycznie jestem samotna. W zasadzie to mi nie przeszkadza. Tylko po prostu nie chcę o tym sobie przypominać. 
Moje urodziny minęły w spokojnej atmosferze. Tylko trochę mi głupio… Kiedy przyszli goście, zeszłam ich powitać. Po obiedzie zdmuchnęłam świeczki i poszłam do swojego pokoju i już nie wróciłam, bo oglądałam film. Mama miała do mnie duże pretensje, ale ja po prostu nie dałam rady wysiedzieć i gapić się w sufit. W rodzinie nie ma nikogo w moim wieku, większość kuzynów oscyluje w granicach 40-stki, a z małymi dziećmi nie da się za dużo porozmawiać, poza tym one wolą zająć się sobą. Z ciotkami i wujkami nie bardzo miałam o czym konwersować. Dobijają mnie pytania w stylu: A masz jakiegoś chłopaka? A jak ci idzie w szkole? I po chwili pula pytań się wyczerpuje i nastaje niezręczna chwila ciszy, po czym starsi zajmują się starszymi, młodsi młodszymi, a ja zajmuję się sobą. Mimo to jestem wdzięczna mamie, że zorganizowała tę „imprezę”, bo to miło z Jej strony.



1 komentarz: