sobota, 19 stycznia 2013

Kici, kici

Witaj, Drogi Czytelniku!
Czas biegnie swoim tempem. Tęsknię do Niego, mimo że spotykamy się dosyć często. Jest najbardziej uroczym facetem, jakiego znam. Zasypiam przytulona do Jego rękawiczek, ale nie jest to jednak aż tak bardzo nienormalne zachowanie. W nocy niepotrzebnie dużo myślę o przyszłości, przez co generalnie mam problemy ze snem. Jak już śpię, śnią mi się chore rzeczy. Makabrycznie często gram, na czym cierpi moja motywacja do nauki. Prawo jazdy nadal nie zdane. Z niecierpliwością czekam do matury.
Jak zaznaczyłam w komentarzu, zaplanowałam notatkę o pewnym eksperymencie z 1935r., a mianowicie, o doświadczeniu myślowym Erwina Schrödingera. Na początku chciałam opisać jak to mniej więcej miało wyglądać. Wyobraź sobie szczelnie zamknięte pudełko z źródłem promieniotwórczym, wytwarzającym średnio jedną cząstkę na godzinę oraz rejestrator promieniowania, który w momencie wykrycia cząsteczki wypuszcza trujący gaz. Włóż do niego kota. Po godzinie przed otwarciem pudełka, według mechaniki kwantowej, mamy 50% szans, że zwierzę będzie martwe albo żywe. Proste, prawda?
Jednakże chodzi o to, by pojemnik pozostał cały czas zamknięty. Nie powinien obchodzić Cię sam kot, a cząstka, która z pewnym prawdopodobieństwem mogła uderzyć w np. licznik Geigera-Müllera. Schrödinger radzi, by zanalizować cząstkę już po wydarzeniu (czy doszło do uderzenia cząsteczki w określonym momencie, czy nie).  
Teraz można zastanowić się nad bardziej filozoficznym podejściem do sprawy. Otwarcie pudełka, a zrobienie pomiaru świadczy o czymś zupełnie innym. Jeżeli postanowisz zostawić pudełko zamknięte, kot nigdy nie będzie albo martwy, albo żywy. Będzie równocześnie martwy i żywy, to znaczy że znajdzie się jednocześnie w każdym z możliwych stanów tzw. superpozycji. Przed dokonaniem pomiaru cząsteczka poruszała się jednocześnie wszystkimi możliwymi drogami. Obserwacja zadecydowała o drodze, którą poruszała się wtedy i zawsze wcześniej, uderzając (lub nie) w licznik. Po analizie kot jest albo od dawna żywy, albo już dawno zdechł.
Natomiast, jeśli będziesz niecierpliwy, Drogi Czytelniku, i otworzysz pudełko, jego funkcja falowa zredukuje się do jednego stanu. Mam nadzieję, że nadążasz, bo bardziej lać wody już się nie da. Prosty eksperyment, lecz ciężko go wytłumaczyć, żeby taki się wydawał. Generalnie sęk w tym, że przyczyna nastąpiła po skutku. Paradoks.   



wtorek, 1 stycznia 2013

Nigdy więcej

Witaj, Drogi Czytelniku!
Poszłam wraz z moim Skarbem na sylwestra do koleżanek znajomego. Już od momentu, kiedy zobaczyłam, że na stole widnieje Stock, wiedziałam, że po tym sylwestrze skończę gdzieś na drugim końcu Polski. W zasadzie aż tak źle nie było, ale kiedy wracaliśmy z imprezy niosłam w ręce szpilki, bo nie byłam w stanie w nich chodzić. Pamiętam, że było mi bardzo zimno iść boso, w wiosennym płaszczyku i bez czapki. W pewnym momencie zupełnie stało mi się wszystko obojętne i zemdlałam. Znowu poczułam to „coś”. Ciotce mojej matki za niedługo stanie się jakaś niedobra rzecz. Mam nadzieję, że jak to teraz napiszę, to zapeszę. Kiedy już byłam na skraju życia i śmierci, jakiś dobry człowiek dał mi wyprane skarpetki z plecaka. Serdeczne podziękowania dla tej osoby, gdziekolwiek się teraz znajduje. Mój Skarb pożyczył mi czapkę i masował nogi, żebym nie zamarzła. Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, że mam takiego chłopaka. Nigdy więcej nie napiję się alkoholu.