piątek, 8 lutego 2013

Walizka

Witaj, Drogi Czytelniku!
To będzie zwykła notatka z mojego życia. Doprawdy, nie wiem co się ze mną dzieje. Choruję niemalże cały czas. To trwa już bardzo długo. Mimo tego, że tonę w lekarstwach i próbuję podnieść swoją odporność, nic nie daje efektu. Czuję, że coś mnie niszczy i stopniowo staje się coraz potężniejsze.
Ostatnio często powtarza mi się pewien sen. Biegnę na przystanek, bardzo się boję, że nie zdążę na autobus. Powoli zaczyna robić się ciemno, a czas upływa nieubłaganie. Słyszę swój zadyszany oddech. Mam wrażenie, że jestem coraz dalej od celu, tak jakbym biegła w zupełnie przeciwnym kierunku. Kiedy wreszcie docieram, ustawiam swoją walizkę na stosie innych. Wszystkie są niesamowicie podobne, tylko mają różne gabaryty. Po chwili podjeżdża autobus, którego nie widzę. Po prostu wiem, że tam jest. Chcę szybko wejść do pojazdu, ale na przystanku jest tłum ludzi. Do tego nigdzie nie widzę swojej walizki. Szukam jej chwilę, która może się wydawać nieskończonością. Kiedy ją znajduję, autobus zaczyna ruszać. I budzę się. Nigdy nie wiem, czy kierowca na mnie poczeka, czy pojedzie. Dziwne jest to, że w tym śnie wszystko wydaje się bardzo realistyczne i dopięte na ostatni szczegół. Wszystko jest takie normalne i zwyczajne. Może za dużo się stresuję ostatnio? Może to od tego, że nie ma dnia, by mnie coś nie bolało?
Często zostaję w domu, praktycznie od miesiąca byłam w szkole może cztery razy… Uczę się w domu, ale nie jest łatwo sobie wszystko wytłumaczyć, używając tylko Internetu i kilku książek. Jedynym moim migającym światełkiem na tym szarym i smutnym świecie jest On. Nie potrafię tego opisać słowami. Mimo wszystkich przeciwności losu, jestem po prostu szczęśliwa. Kiedy tylko patrzę na Jego uśmiechniętą twarz, zaraz sama się uśmiecham. Kiedy jest mi smutno, wystarczy, że spoglądnę na Jego zdjęcie, a od razu robi mi się cieplej i weselej. 
Poniżej znajduje się obraz Salvadora Dali pt. Płonąca Żyrafa.