piątek, 22 marca 2013

Narkolepsja

Witaj, Drogi Czytelniku!
Zamieszczam rzadko notatki na blogu, ponieważ nie za bardzo mam czas i wenę. Dzisiaj jednak stwierdziłam, że trzeba coś napisać mądrego, żeby zrównoważyć ilość głupoty w moich ostatnich zachowaniach. Jeszcze chciałam dodać kilka słów o moim życiu codziennym. Wybranek mego serca jest po prostu dla mnie cudowny i to bez dwóch zdań. Mało brakuje, a zacznę mu budować pomnik. W szkole czas leci swoim tempem, czyli każde pięć minut wydaje się być godziną. Zwłaszcza miesiąc przed zakończeniem roku szkolnego.  Wyglądam trochę jak trup, czyli generalnie jak zwykle. Dzisiaj ludzie naprawdę zaczęli się bać o moje zdrowie, kiedy ubrałam się w moje „pogrzebowe” ciuchy, które podkreślają bladość mojej skóry i granatowe zakola pod oczami. Nie oszukujmy się, bez makijażu potrafię zabić samym wyglądem. Nie potrzebny mi żaden kałasznikow. Serio. Jest już późno, a ja jestem zmęczona, ale to nie ma większego znaczenia. Cóż, przejdę do rzeczy. Tematem mojego wywodu będzie pewna nieprzyjemna przypadłość, a mianowicie narkolepsja. Jest to zaburzenie raczej nie do końca znane, ale bardzo uciążliwe. Nawet na Wikipedii nie masz co szukać, Drogi Czytelniku, bo nie jest to tam dokładnie opisane.
Zacznę od swoich doświadczeń. Osiem lat temu po raz pierwszy doświadczyłam stanu OOBE, nawet go nie wywołując. Po prostu leżałam na łóżku z zamkniętymi oczami, zirytowana całym światem. No i stało się. Po paru dniach doświadczyłam czegoś jeszcze dziwniejszego, a mianowicie paraliżu przysennego. Było to tym bardziej okropne, że zupełnie nie miałam pojęcia co się dzieje. Opiszę to klarowniej, ponieważ akurat to jest ważne. Paraliż senny lub przysenny (porażenie senne) objawia się katapleksją (utratą napięcia mięśni) przy zachowaniu pełnej świadomości. Nie można się poruszać, nie można nic powiedzieć, krzyczeć. Człowiek ma wrażenie, że coś go dusi. Czułam każdy pulsujący nerw w mózgu, miałam wrażenie, iż zaraz eksploduje. Czułam również obecność czegoś bardzo złego. Miałam wiele halucynacji, chociaż obraz mojego pokoju zostawał zawsze ten sam. Tylko te dziwne istoty w moim umyśle często zmieniały postać. Byłam mała i zwyczajnie przerażona. Ale z perspektywy czasu myślę, że te halucynacje ukazywały mi to, czego w głębi serca bardzo się bałam. Moja rodzina, a przynajmniej jej część, głęboko wierzy w duchy, boga, demony i tak dalej, także nie mogłam im o tym powiedzieć, bo znając życie, spaliliby mnie na stosie. Serio. Paraliże powtarzały się  bardzo często. Dopiero po kilku latach odkryłam, jak to się naprawdę nazywa. I odetchnęłam z ulgą. Od tamtej pory, gdy tylko czuję zbliżający się paraliż przysenny, wchodzę sobie spokojnie w OOBE. Już teraz świadomie i bez żadnych zastrzeżeń. Ale nie o tym chciałam pisać. Kiedy szukałam w Internecie cokolwiek o paraliżach, trafiłam na ciekawy artykuł o narkolepsji. Bardzo mnie zaabsorbowało to zaburzenie (lub dokładniej zespół zaburzeń), ponieważ sama przechodziłam część z nich.
Generalnie narkoleptycy cechują się nadmierną sennością, czasami mają napady snu. Czytałam o kobiecie, która zasnęła w pracy na zebraniu. Wyobraź sobie, Drogi Czytelniku, jak ciężko takim osobom prowadzić samochód. To przychodzi znienacka. Całkowita katapleksja i człowiek trwa w świadomości zamknięty w swoim ciele, jak w klatce. Towarzyszą temu również halucynacje hipnopompiczne i hipnagogiczne. Te pierwsze cechują się tym, że człowiek wybudzony z koszmaru nigdy nie wie czy tak naprawdę to mu się śniło, czy było naprawdę. Te drugie powodują wyobrażenia kinestetyczne, wzrokowe i słuchowe.
Chciałabym zaznaczyć, że bardzo rzadko są one przyjemne i naprawdę nie zazdroszczę ludziom, którzy są nieświadomi, że to tylko zwykłe omamy i biorą wszystko na poważnie. Co prawda do dziś mnie śmieszy, że w średniowieczu paraliże brane były za atak demona, który gwałcił swoją ofiarę.  Narkolepsję oczywiście można leczyć, chociaż tak naprawdę to schorzenie jest bardzo słabo znane.  
Na szczęście osobiście nie mam narkolepsji. Doprawdy, nie wiem jak wyglądałoby moje życie, gdybym nigdy nie wiedziała, kiedy „zasnę”. Liczne paraliże przysenne były dla mnie kiedyś wystarczającą udręką. Planuję za niedługo napisać coś o OOBE. W zasadzie już dzisiaj w tej notatce zamieściłam zalążek informacji, ale chciałabym to rozwinąć i podać metody osiągnięcia tego stanu. 



2 komentarze:

  1. Fajny artykuł, dużo dowiedziałam się z niego :) Nigdy wcześniej nie słyszałam o narkolepsji. hm.. do tej pory myślałam, że paraliżu przysennego doświadczają osoby które biorą narkotyki. Rozmawiałam z takową osobą i opowiadała mi ona o tym stanie. Możliwe, że to tylko czynnik sprzyjający.
    Jakoś przeczuwałam, że możesz interesować się OOBE, a tu prosze, nawet potrafisz przejść w ten stan ;-). Mnie się jeszcze nie udało, pomimo wielu prób. Może, jako osoba doświadczona, napiszesz pomocne wskazówki. A więc czekam na ten kolejny post :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Zamierzam napisać kilka wskazówek, lecz na razie brak mi trochę weny.
    Paraliżu przysennego może doświadczyć każdy. Najczęściej zdarza się on, kiedy śpimy mniej więcej cztery godziny, wstajemy na godzinę i rozbudzamy lekko umysł, a potem kładziemy się z powrotem w pozycji na wznak.
    Jeżeli chodzi o OOBE, to jakoś samo wyszło, kiedy miałam 11 lat. Byłam bardzo czymś zestresowana i postanowiłam się zrelaksować. Żadnych technik. Dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać, co to mogło być. Jeżeli Ci się nie udaje, to proponuję ćwiczenia relaksacyjne oraz ćwiczenie wizualizacji. OOBE ma jednak swoje negatywne skutki, na przykład powoduje depresję i myśli samobójcze, aczkolwiek zachęcam, bo nie ma piękniejszego uczucia.

    OdpowiedzUsuń