środa, 17 kwietnia 2013

Rozmowa, dyskusja, konwersacja

Witaj, Drogi Czytelniku!
W moim związku jest cudownie i trudno, żeby było inaczej, ponieważ jestem z cudownym mężczyzną. Przy Nim mogę naprawdę zapomnieć o problemach. Przytulanie się do Niego, patrzenie na Niego, Jego śmiech i wygłupy nigdy mi się nie znudzą. Być może się powtarzam, ale jestem po prostu zakochana.
W końcu jest ładna pogoda, więc będzie można wyjść nad jezioro albo nad rzekę. I porozmawiać.
Problem w tym, że ostatnio sobie uświadomiłam, iż ze mną nie ma o czym dyskutować. Zaczęłam posługiwać się pustymi komunikatami, tylko po to, żeby coś powiedzieć. To jest bardzo złe zjawisko, które przeklinam, ale zauważyłam, że z biegiem czasu sama mu się poddaję. Czasami konwersuję ze sobą w myślach, ale gdybym mówiła do normalnej, zdrowej osoby o tematach, które mnie dręczą, ten ktoś by zwyczajnie zasnął. Zresztą ciężko rozmawiać z kimś, kto się kompletnie nie zna na danej dziedzinie. Nie wystarczy mi samo potakiwanie głową i zakłopotany wzrok. Nie zamierzam być hipokrytką, bo tyczy się to również mnie. Naprawdę, solennie sobie postanowiłam, że zamierzam wrócić do polityki i...sportu. Jednakże nie ma dla mnie nudniejszej czynności niż dyskurs o sporcie. Z mojego punktu widzenia sport można uprawiać, czasem oglądać. Ale nie rozmawiać o nim. To samo dotyczy seksu. Nie mam na myśli tego, że to jakiś temat tabu, bo dzisiejsze media i moda odebrały całą pikanterię, na rzecz tandetnego erotyzmu. Jednakże "tandeta się sprzedaje, bo tandeta jest tania", jak powiedział pewien dziennikarz, którego nazwiska nie pamiętam. Taki młody, z okrągłą głową, brązowymi oczami. Kończąc tę dygresję, chodzi mi o samą problematykę, o zwykłe pytanie "Dlaczego?". Ktoś mógłby to zanegować, mówiąc, że tak naprawdę w życiu nic nie ma sensu. Nie zgodzę się z tym. Życie jest utkane właśnie z takich chwil, kiedy się rozmawia o sporcie, polityce, muzyce, kiedy się cierpi, kiedy się śmieje, śpi, choruje. Rozmowa nie ma sensu, jeżeli jest po prostu zbyt błaha, jeżeli po pięciu sekundach komunikat zostaje zapomniany. Kogo interesuje co zjadłam na śniadanie, obiad, kolację, gdzie idę, z kim idę, kiedy idę, po co idę, gdzie śpię, z kim śpię itd.? Jedzenie, spanie, potrzeby fizjologiczne, prokreacja są niezbędne, by podtrzymać nasz gatunek. Generalnie, Maslow miał dużo racji, budując swoją piramidę. Hmm... właśnie sobie uświadomiłam, że robię dygresję kolejnej dygresji. Życie samo w sobie, jako ogół ma sens, jeżeli jego poszczególne cząstki są strategicznie wykorzystane. Nauka rozmowy o sporcie ma sens, jeśli interlokutor zdaje sobie sprawę, że adresatowi jego wypowiedzi na takiej konwersacji zależy, ponieważ ceni taki temat. Wnioskując, zagłębię się w tę dziedzinę nie tyle dla siebie, tylko głównie dla podtrzymania dyskusji. Wyobrażam sobie rozmowę jako ognisko. Żeby było naprawdę duże i piękne, każdy musi dołożyć suche drewienko. Jeżeli nikt do ogniska nie przykłada albo drewienka są mokre, to ono wygasa. Ludzie bez ognia nie mogą żyć.
Co do polityki, uważam, że nie jest ze mną tragicznie. Mniej więcej wiem, na czym opiera się nasz system, kto jest ministrem poszczególnych dziedzin, jak przebiega cały proces legislacyjny, jak działa UE i jakie organy i instytucje nią kierują, i tak dalej. Teoretycznie naprawdę nie jest ze mną źle. Nie znam jednak żadnych "newsów", ponieważ nie oglądam telewizji. Moja rozmowa, jeżeli chodzi o politykę jest dosyć banalna. Rzucam kilkoma faktami, o których mam względne pojęcie, robię bardzo mądrą minę, po czym szybko zmieniam temat, błagając w duchu, by osoba, do której kierowana jest moja wypowiedź nie kontynuowała wątku. Najlepiej działa to na laikach, ale raczej powoli muszę zacząć obracać się w gronie specjalistów.
W ogóle bawi mnie powszechna opinia o tym, że jestem rzekomo mądra. Nudzi mnie nawet przebywanie z samą sobą, a to nie świadczy o posiadaniu wielkiej wiedzy i błyskotliwości. Boję się tylko, że zacznę nudzić Jego swoją osobą, a bardzo mi na Nim zależy. Tak, tak wielkie plany i ambicje... a matura jakoś się sama napisze.