poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rybki i malinowy chruśniak

Witaj, Drogi Czytelniku!
Za niedługo będę mieć wyniki z egzaminów. Staram się o tym nie myśleć i nie dołować. Jeżeli nie dostanę się na studia, to poszukam jakiejś pracy. Może to byłoby lepsze? Nie mam pomysłu na życie. Kompletnie nie wiem co robić. Na szczęście mój Ukochany jest przy mnie i spróbujemy sobie w jakiś sposób poradzić. Ostatnio myślałam o założeniu małego sklepu zoologicznego, bo z tego co wiem, w mieście, w którym zamierzam mieszkać nie ma nic ciekawego w tej branży. Lubię zwierzęta, nawet bardziej od ludzi. Tylko Luny nie cierpię, ale to wyjątek. Założyłam ponownie akwarium, już nawet urodziły mi się malutkie rybki.  Cieszę się, że je mam. Patrzenie na nie, to lepsza rozrywka niż oglądanie ostatniej wersji Kac Vegas. Poza tym są śliczne i kochane. Naprawdę, cieszę się, że mam czym się opiekować i jest to tylko moje. Chciałabym mieć jeszcze węża, ptasznika i żabkę.
W życiu prywatnym układa się dosyć dobrze. Między mną a Nim nic się nie zmieniło, także chodzę zakochana i rozmarzona. Ostatnio byliśmy nad jeziorem, nad którym praktycznie mieszkam i tak sobie o tym ostatnio myślę. Zresztą On wie o czym.
 Poza tym chciałabym wrzucić do tego jeziora kilka rybek, jeśli będę miała za dużo. Jestem ciekawa czy poradzą sobie w takich warunkach. Co prawda słodkość wody i urozmaicenie są naprawdę świetne, ale obawiam się temperatury i większych ryb.
A jeżeli chodzi o wiersz poniżej, to skojarzył mi się z ostatnimi wydarzeniami, które nie ukrywam, były bardzo miłe.            

Bolesław Leśmian W malinowych chruśniaku
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem 
Zapodziani po głowy, przez długie godziny 
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. 
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. 

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, 
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, 
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory 
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty. 

Duszno było od malin, któreś, szapcząc, rwała, 
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, 
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni 
Owoce, przepojone wonią twego ciała. 

I stały się maliny narzędziem pieszczoty 
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie 
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, 
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty. 

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu, 
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, 
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu, 
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz