środa, 15 stycznia 2014

Abortus provocatus lege artis et criminalis

Witaj, Drogi Czytelniku!
Od miesiąca jestem chora i za prawdę powiadam Tobie, że w Polsce do lekarza dostać się nie można. Nawet kiedy się zarejestrowałam (trzeba było czekać trzy dni na najbliższy termin) i przyszłam na wyznaczoną godzinę (załóżmy 17:15), okazało się, że o 16:40 nie weszła jeszcze osoba umówiona na 15:10. Stwierdziłam, że nie ma tam co robić i poszłam do Teatru Ludowego. Sztuka „Pół żartem, pół sercem” okazała się być genialna w całej swojej postaci. Wielkie brawa dla wszystkich aktorów i Włodzimierza Nurkowskiego, który był reżyserem. Gorąco polecam! A teraz mam tylko anginę i zapalenie płuc.
Niestety, jedynej rzeczy, jakiej mi brakowało podczas sztuki był mój Ukochany, który leżał biedny z gorączką w mieszkaniu. A, właśnie. Nie wspomniałam jeszcze o tym, że w końcu wyprowadziliśmy się od „Potworów i spółki”. Zamieszkaliśmy w ogromnym, ale całkiem przytulnym gniazdku. Nasz pokój jest naprawdę duży, więc nie musimy się gnieść na 10m2. Nie musimy również trzymać suszarki do ubrań w pokoju. Jedyny duży minus całego tego mieszkania, to znowu łóżko. Na początku wydawało się wygodne, ale w gruncie rzeczy, nie da się na nim spać. Ciężko żyć człowiekowi, kiedy towarzyszy mu nieustanny ból okolic żeber. Mam nadzieję, że da się z tym coś zrobić.
Pierwsze egzaminy za mną. Trochę mnie denerwuje to, że totalnie wszystkie egzaminy mam przed sesją, a nie w jej czasie. Po prostu, chodząc na wykłady i ćwiczenia, nie mam nawet czasu się uczyć. Ale przynajmniej będę miała miesiąc wolnego, może uda mi się załatwić jakąś pracę z roznoszeniem ulotek, to przynajmniej sobie chociaż coś zarobię.
A teraz chciałabym w pewnym sensie uporządkować sobie pewną kwestię. Sprawa dotyczy aborcji. Jest to bardzo kontrowersyjny temat i niezmiernie trudno podjąć tu właściwą decyzję, ponieważ zawsze ktoś zostanie pokrzywdzony. Oczywiście nie będę wspominać o tym, że życie jest darem od boga, bo jakoś ostatnio nie zaobserwowałam przypadku kobiety kopulującej się z bogiem. No, raz była taka jedna, ale miała zbyt bujną fantazję. Cóż, takie wtedy były czasy. Generalnie jestem przeciwko aborcji bez powodu, ale rozpatrzmy kilka przykładów.
„Ania jest młodą, osiemnastoletnią dziewczyną. Za niedługo ma napisać maturę, ale ciężko jest jej się uczyć do egzaminów, ponieważ od pewnego czasu nie czuje się najlepiej i dodatkowo stresuje się tym, że jej miesiączka spóźnia się prawie miesiąc. Po krótkim zastanowieniu postanawia pójść do apteki i kupić dwa testy ciążowe. Nazajutrz rano na teście ukazują się dumnie dwie grube krechy. Cóż, przynajmniej pierwsze testy „dojrzałości” są już zdane pozytywnie. Kiedy mówi o tym swojemu chłopakowi, Tomkowi, On oferuje jej pomoc. Rodzice, mimo iż na początku są mocno zszokowani, że ich małe ukochane dzieciątko prawdopodobnie będzie miało własne małe ukochane dzieciątko. Tata przez kilka dni się nie odzywa. Mama myśli, jak to wszystko pogodzić. Przecież Ania jest taka zdolna, czekałaby ją świetlana przyszłość, jeśli nie zaszłaby w ciążę. Miała iść na studia związane z medycyną. No nic, w końcu rodzice idą na pewną ugodę, że w razie czego Ania z Tomkiem mogą na nich liczyć. Jednakże Ania nie ma zamiaru niszczyć swojej przyszłości podczas babrania się w brudnych pieluchach i wysłuchiwania jazgotu dziecka przez 24h na dobę.” Co powinna zrobić Ania? No cóż, myślę, że jest na tyle dorosłą osobą, by zdawać sobie sprawę, że jak się odbywa stosunek płciowy, to jakieś ryzyko (mniejsze lub większe) zajścia w ciążę istnieje zawsze. Skoro ma wsparcie rodziców i chłopaka, to nie powinna surfować po stronach tanich linii lotniczych do Holandii, żeby pozbyć się „kłopotu”. Najwyżej będzie musiała się pożegnać z tak ciężkim kierunkiem i wybrać coś lżejszego, najlepiej zaocznie. W weekendy przecież dzidzią może zająć się ktoś z rodziny przez te kilka godzin. Tak, akurat w tym przypadku jest rozwiązanie, więc absolutnie nie jestem za tym, by Ania usuwała ciążę. Nie przekonają mnie też argumenty „Moje ciało, więc mogę robić z nim, co zechcę”. No dobrze, więc skoro martwi się tak o swoje ciało, to czemu nie pomyślała o tym wcześniej? Najwyraźniej nie było to takie ważne.
Rozpatrzmy kolejny przykład. Sytuacja jest podobna, z tym, że rodzice Ani i są bardzo ubodzy, a Tomek nie bardzo ma ochotę niańczyć dziecko, więc sam postanawia, że zarobi na zabieg.
W tym przypadku, Ania dla dobra dziecka powinna poszukać jakiejś pomocy. Wiem, że Polska rzeczywistość jest, jaka jest. Myślę jednak, że jest wiele par, na przykład Piotr i Ewelina, które pragnęłoby tego dziecka niekoniecznie legalnie. I tu się pojawia kwestia mojej moralności dotyczącej sprzedawania dzieci. Ohh, jakaż jestem niemoralna! Pomijając to, że wszystko potrafię ubrać ładnie w słowa, to zaznaczę kilka kwestii. Na dziecko z ośrodka adopcyjnego trzeba czekać bardzo długo, nawet kilka lat, a przypuszczam, że koszty załatwiania wszystkich formalności są zbliżone do kosztów, jakie Piotr i Ewelina ponieśliby z (hmm... jakby to nazwać?) wymianą dóbr pomiędzy Anią. Dziewczynie przydałoby się wsparcie finansowe po porodzie chociażby na studia, a para miałaby maluszka już od jego pierwszych chwil. Okej, bo już oczyma wyobraźni widzę te wszystkie „hejty” w Internecie, że popieram sprzedawanie dzieci. Może nie do końca tak bym to nazwała. Finansowa zapomoga w tych czasach jest po prostu bardzo ważna, a jeśli się nie jest w stanie nigdzie jej zyskać, to w takim wypadku to popieram. Jestem osobą praktyczną. Dlaczego dziecko ma zostać abortowane; albo ma się wychowywać w biedzie; w ośrodku adopcyjnym, gdzie nie zawsze jest kolorowo i nie zawsze jest nadzieja, że ktoś się tym dzieckiem zainteresuje? No dobrze, rodzina, której się dziecko oddaje, nie zostaje do końca sprawdzona i to jest bardzo silny argument. Ale ile słyszy się o przypadkach, w których nawet te pozornie sprawdzone rodziny, co przeszły przez szereg badań psychologicznych i sprawdzianów, torturują dzieci, którymi mają się zamiar opiekować? W jednym 
i w drugim przypadku jest ryzyko.
A teraz kolejny przypadek.
„Tym razem Ania ma dwanaście lat, niedawno dostała pierwszą miesiączkę. Pewnego dnia, wracając od koleżanki, postanawia iść skrótem przez pozornie opuszczony pustostan. Niestety, na miejscu spotyka chłopaków z III gimnazjum, którzy zaczynają niebezpiecznie zbliżać się do niej. Ania z początku próbuje się bronić, ale potem dostaje jakimś metalowym prętem w głowę. Budzi się całkowicie opuszczona, boli ją całe ciało, a najbardziej okolice krocza. Po czterech miesiącach okazuje się, że jest w ciąży.” Co powinna zrobić Ania? To jest bardzo ciężki przypadek. Tutaj dziecko bezpośrednio zagraża życiu matki, która też jeszcze jest dzieckiem. Jednakże dzidziuś ma już cztery miesiące. Myślę, że decyzja należy tu do rodziców Ani, czy na pewno chcą narażać ją na utratę życia. Nie dość, że doświadczyła bestialskiego czynu, to jeszcze może stracić życie albo pozostać kaleką. Problem gwałtu na młodych dziewczynkach dotyka w szczególności krajów, gdzie islam jest główną religią, ale tym zajmę się za jakiś czas. Gdyby jednak przytrafiło się to mojemu dziecku zadbałabym o jak najlepszego lekarza, a potem psychologa. Dlaczego miałabym narażać własne dziecko? Nie wystarczy, że przeszło już wystarczająco wiele? Jeżeli rodzice Ani podjęliby inną decyzję, myślę, że lepiej byłoby odseparować dziewczynkę od jej dziecka.
W ogóle zastanawiam się, czy nie najlepszym wyjściem byłoby zrobienie ustawy, która nakazuje każdej dziewczynce, która osiągnęła wiek płciowy, branie antykoncepcji do 18 r.ż. Jednakże środki antykoncepcyjne nie są najbezpieczniejsze i powodują bardzo wiele powikłań. Może z takim szybkim wzrostem technologii, jaki teraz obserwujemy, za kilkadziesiąt lat będziemy mieli uniwersalny środek antykoncepcyjny całkowicie bezpieczny dla zdrowia? Ale to znowu jest w pewnym sensie naruszeniem wolności. Jednakże, gdyby tylko była taka możliwość, myślę, że byłoby to najlepsze wyjście. Jeśli będę miała kiedyś córkę, sama się o takie środki zabezpieczenia postaram. Nie przypominam sobie jednak rozmowy z moją mamą o zabezpieczeniach, zanim zaczęłam się kochać. Nie wiem, czego się tu wstydzić? Stawia się sprawę jasno. Nie wiem, gdybym miała córkę, pokazałabym jakieś wstrząsające nagrania, co się dzieje z dziewczynkami, które tak szybko zachodzą w ciążę. Pamiętam, że w III klasie gimnazjum pani z WOSu (którą bardzo szanuję) pokazała nam film, jak usuwa się dziecko. Film, w którym odrywano kończynę po kończynie, a potem miażdżono główkę. Mam to przed oczami do dziś. Ale zawsze zastanawiało mnie, co po tym zabiegu czuła matka? I co czuje dzisiaj?
Ale co z kobietami, które mają na przykład dwadzieścia pięć lat i są ofiarami gwałtu? Taka Ania w sumie może się jakoś utrzymać, a dziecko nie zagraża aż tak jej zdrowiu niż małej dziewczynce. Tutaj kobieta jest całkowicie niewinna i nawet jestem w stanie zrozumieć argument „Moje ciało, robię z nim, co chcę”. Nie patrzyłabym z pogardą na kobietę, która usuwa dziecko, jeśli rzeczywiście jest aż tak bardzo niechciane jako owoc gwałtu i ciąża zostałaby wykryta odpowiednio szybko (tzn. nie wytworzyłby się jeszcze układ nerwowy). Nie wiadomo również, czy dziecko nie odziedziczy beznadziejnych genów po ojcu. Ale aborcja niesie za sobą potężne skutki. To przecież kobieta obwinia się głównie, że zamordowała własne dziecko, więc uczucie pustki, zaniżenie swojej samooceny to efekty, które pojawiają się praktycznie zawsze. Dodatkowo pojawia wiele problemów zdrowotnych. Niekiedy aborcja kończy się trwałą bezpłodnością, jak i również śmiercią.
Weźmy teraz pod lupę kwestię Ani, której Tomek przystawia takiego Colta Pythona do głowy i wysyła do ginekologa na zabieg. Przy jakiejkolwiek możliwej sytuacji trzeba zadzwonić na policję. Wiem, że rzadko zdarzają się takie sytuacje, ale jest z nich wyjście. Myślę, że usunięcie dziecka w takim przypadku wywołałoby o wiele gorsze skutki i Ania prędzej czy później sama skończyłaby ze swoim życiem.
I na koniec zostawiam Anię, która w zasadzie pragnie mieć dziecko z Tomkiem i nawet po wielu próbach im się udaje. Niestety, po jakimś czasie okazuje się, że dziecko będzie trwale upośledzone. I tu również drogi się rozdwajają, bo dziecko może być upośledzone w mniejszym stopniu lub w większym. Przede wszystkim nie brałabym do siebie uwagi jednego lekarza, starałabym się zasięgnąć opinii u większej ilości. Jeżeli jednak okazałoby się, że dziecko będzie bardzo mocno upośledzone i zostanie skazane na okropne katusze po urodzeniu, to uważam, że aborcja to nawet akt w pewnym sensie miłosierdzia. Jeżeli jednak będzie jakakolwiek nadzieja, że dziecko kiedyś będzie mogło w miarę normalnie funkcjonować w społeczeństwie, to trzeba mu w tym pomóc i w takim przypadku aborcji nie popieram.
Gdyby aborcja była legalna, jak funkcjonowałoby to w Polsce? Myślę, że byłoby zbyt wiele złamanych serc. Po co nam to? Absolutnie nie jestem za legalizacją takich zabiegów. Tu nie chodzi tylko o życie dziecka, ale o życie MATKI. Ludzie robią mnóstwo głupstw, które potem rzutują na całe ich życie. Zżerają człowieka od środka. Nikt nie dał nam wskazówek jak mamy żyć i co mamy zrobić w takich przypadkach. Myślę, że można uczyć się na błędach. Zanim podejmie się taką decyzję, porozmawiać z ludźmi, którzy już to przeżyli. Tylko że oni już podpisali na siebie wyrok, a my jeszcze mamy wybór. Z tej perspektywy muszę przyznać, że tak, popieram pro-choice, ale tylko wtedy, jeśli ma się bardzo mocno uzasadnione argumenty. Nie jestem zwolenniczką oddawania życia matki za życie dziecka, jeżeli sama matka tego nie chce. W takim przypadku po prostu jest się całkowicie usprawiedliwionym i nie można mieć wyrzutów sumienia.
W każdym razie psychika ludzka to nie jest zabawka. Nie jest też sprężyną, którą powinno rozciągać się do granic możliwości, tylko po to, by patrzyć jak pęka.