sobota, 1 marca 2014

Toksykologia

Witaj, Drogi Czytelniku!
Sesja zdana bardzo pozytywnie, a to zachęca i motywuje. Mimo to ostatnio zrobiłam się strasznie leniwa. W zasadzie to zawsze byłam leniwa, ale teraz przekroczyłam już wszelkie granice. Jednakże usprawiedliwia mnie to, że dwa tygodnie kompletnego nic nierobienia bardzo pomogło mi odzyskać siły. W nowym mieszkaniu wszystko idzie swoim trybem, ze współlokatorami widuję się bardzo rzadko. Cieszę się, że mogłam tyle czasu spędzić z moim Najdroższym. Najlepsze jest to, że w tym półroczu mam świetny podział godzin na uczelni. Nie będę już wracać o 21:00 z zajęć. Mam ochotę zrobić coś kreatywnego, a zarazem coś, co przyniesie mi zysk. Od pewnego czasu myślę dosyć poważnie nad ponownym podjęciem się programowania. Nie wiem, czemu ale należę do tej absolutnej mniejszości świrów, których programowanie kręci. Pamiętam, że zaczęłam babrać się z C++ jak miałam trzynaście lat, ale potem to porzuciłam, jak wszystko inne. Czuję, że mój umysł jest taki zastany, stary... że zasnął i się nie obudził. W ogóle bardzo często przyłapuję się na kompletnych dziurach w pamięci. Nie jestem w stanie policzyć rzeczy, które ostatnio zgubiłam.
W każdym razie nie o tym chciałam dzisiaj pisać, przejdę więc do właściwego tematu.
Przyznaję się, z ręką na sercu, że jestem infantylna i zaborcza, a co za tym idzie, również zazdrosna. Nie chcę, by to psuło nasz związek. Doskonale zdaję sobie sprawę, że ma to w moich ogromnych kompleksach. Po prostu nie jestem w stanie się postrzegać pozytywnie, co mnie przeraża. Mam na myśli to, że jestem tak zagorzałą realistką i na pewno to w jaki sposób siebie widzę, to jedyny prawdziwy sposób. Nie mam zamiaru również się usprawiedliwiać, chociaż wiem, że ostatnio robię się coraz bardziej dziwna i zgorzkniała. Aż tak słabo psychicznie nie czułam się już dawno. Zaczęłam nawet szukać jakichś mocnych środków nasennych. Po chwili jednak pomyślałam: „Dziewczyno, co ty najlepszego robisz?!” i wyłączyłam Internet.
Siedzi we mnie toksyczny robak. Kiedy wychodzę bez makijażu mam atak paniki, że wszyscy nagle się na mnie patrzą, że przynoszę Mu wstyd swoim wyglądem. Nie umiem tego wytłumaczyć, lecz jeśli ktoś skrytykowałby mój wygląd, wcale nie zrobiłoby mi się przykro . Po prostu zaakceptowałabym to jako fakt. Wiem, to, co napisałam powyżej zupełnie sobie przeczy, ale jestem kobietą, więc wolno mi się tak czuć. Wracając do zazdrości, to każdej osobie, która czuje, że ma z tym problem, radzę zrobić to samo, co ja. Znaleźć jej źródło. Nie ma sensu od razu obarczać tym partnera. Hipokryzja, ale oparta na własnych błędach. Gdybym nie była egoistką, pewnie ta zazdrość też nie dawałaby aż takich efektów. Ciężko w sprawie zazdrości znaleźć złoty środek. Niektórzy mówią, że dojrzała miłość, to miłość bez zazdrości. Nie sądzę. Ludzie to zwierzęta (co jest widoczne bardziej lub mniej) i w pewien sposób jest w nas zakodowany system samozachowawczy. Nie wiem, czy dobrym przykładem będzie matka, która wyrzeka się swojego dziecka, żeby nie iść do gazu w Oświęcimiu w 1942r. Ale jednak coś w tym jest. Ktoś może oczywiście powiedzieć, że nie można oczekiwać ani krztyny humanitaryzmu, jeżeli człowiek ląduje w nieludzkim środowisku. Tak, zgadzam się, jednakże jest coś w nas takiego, co skłania nas do nieustannej walki, ciągłego gromadzenia, prób wskoczenia na wyższy szczebel drabiny społecznej, taka kropla oportunizmu. We mnie jest całe morze oportunizmu i w tym jest problem właśnie. Co nie znaczy, że nie mam dobrego serca. Mam, póki ktoś nie próbuje mi odebrać czegoś, na czym mi niesamowicie zależy. Długa dygresja, ale zmierzam do tego, że ciężko mi uwierzyć, iż osobie, która nie jest zazdrosna, zależy na czymkolwiek. Można sobie wmawiać, że nie jest się zazdrosnym, ale jak wcześniej wspomniałam, to siedzi w człowieku, taka obawa, że można coś lub kogoś stracić. Oczywiście, nadmierny strach prowadzi do czegoś w rodzaju manii, a to już bardzo wyniszcza związek. Kolejny krok, to porządne zastanowienie się, o co lub o kogo jest się zazdrosnym. I wypisanie czarno na białym jakie się ma do tego powody. Ostateczny rozrachunek i tak należy do Ciebie, Drogi Czytelniku, ale należy zrobić to możliwie najbardziej na chłodno.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz