poniedziałek, 15 września 2014

Co robi las fallusów na pustyni?

Witaj, Drogi Czytelniku!
Ostatnio natknęłam się w Internecie na niezwykle ciekawy artykuł dotyczący zagadkowego cmentarzyska na pustyni Takla Makan (ze względu na kierunek moich studiów jest to dla mnie teren skądinąd znany). Niewiele osób wie, że jest to druga piaszczysta największa pustynia na świecie . Znajduje się ona w Azji praktycznie zaraz nad Tybetem i okala ją szlak jedwabny. Moim zdaniem jest to również najbardziej niebezpieczna pustynia. Jej nazwa pochodzi z języka Ujgurskiego i znaczy dokładnie tyle, co "miejsce łuków". Dobrze, a teraz do rzeczy.
Cmentarzysko leży w Kotlinie Kaszgarskiej w regionie Sinkiang. Szczątki, z powodu swoistego suchego klimatu, który sprzyja mumifikacji, zachowały się niemal idealnie. Najstarsze z nich pochodzą sprzed 3980 lat! Pierwszą ciekawostką jest to, że mumie mają syberyjskie lub nawet europejskie geny, a co za tym idzie, nawet rysy twarzy. Kolejnym niesamowitym faktem jest to, że ich ciała zostały zakopane w odwróconych do do góry dnem łodziach (co charakteryzowało kulturę nordycką - Wikingów). I teraz najciekawsza część: Zamiast nagrobków, które mogłyby sugerować, w jakiego boga wierzyli, stoi las fallicznych symboli. Wynika z tego, że Ci ludzie ponad wszystko stawiali zamiłowanie do... seksu. Nie tylko w celach prokreacyjnych, ale również satysfakcjonujących. Nigdy nie dowiemy się, jakie imiona nosiły kiedyś mumie, ponieważ nie jest to zapisane, jednakże można wywnioskować ich tryb życia, pochodzenie, a nawet język, jakim się posługiwali! Szczątki zostały odkryte w latach 30' XX w., lecz Chińczycy tak naprawdę zainteresowali się nimi na początku XXI w. po prawie 70 latach i poddali je seriom badań. Ich raporty podsumował i przetłumaczył profesor Victor H. Mair. Zrelacjonował, że archeolodzy przekopali się przez 5 warstw cmentarza, gdzie odkryto ponad 200 czterometrowych pali, które przypominały wiosła. W na łódkowych grobach znaleziono bycze skóry, a pod nimi ciała i ubrania w których zmarli byli pochowani (na przykład filcowe czapki, które naprawdę wskazują mi na wpływy syberyjskie, a niektórzy twierdzą, że przypominają górskie kapelusze mieszkańców Tyrolu), byli ubrani w wełniane płaszcze z frędzlami i skórzane buty. Dodatkowo w każdym grobie były jakieś przedmioty, związane z ich zmarłymi posiadaczami: wyplatane koszyki, zioła, maski itd. Kobiece trumny, były jeszcze ciekawsze, ponieważ zawierały one... drewniane męskie członki. To pozwoliło badaczom zrozumieć aluzję, co do tych pali. To nie były wiosła. To były imitacje żeńskich narządów rozrodczych. Genialne. Wszędzie, wszędzie były znaki ukazujące, jak seks i przyjemności z niego płynące były ważne. Przede wszystkim, w tak niezmiernie niekorzystnym klimacie, jaki panował na pustyni, mało który dorosły potrafił przeżyć. A co dopiero małe dzieci. Dlatego płodność była dla nich tak znacząca. Mair głęboko wierzy w to, że ludzie ci posługiwali się językiem tocharskim. Oczywiście, nie chciałabym nawet konkurować z takim autorytetem, jak profesor Mair, ale patrzyłabym na to z przymrużeniem oka, bo może być to daleko idące naciągnięcie. Być może faktycznie posługiwali się tym językiem, może nawet zostawili po sobie jakieś pisma, lecz moim skromnym zdaniem posługiwali się jakimś językiem z rodziny ałtajskiej albo nawet uralo-ałtajskiej (tak, zabijcie mnie, ale wierzę w teorię nostratycką, poza tym te łódki, to dla mnie tylko dowód).



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz