niedziela, 14 września 2014

Tanz, mein Leben, tanz!

Witaj, Drogi Czytelniku!
Ostatnio zainteresował mnie pewien temat dotyczący fantomowych kończyn. W Google wyskakuje kilka dosyć ciekawych artykułów na temat - znany Ronald Melzack i jego badania. Sześciolatka, która po czternastu latach wyraźnie czuje amputowaną nogę. Pamięć mózgu. Badania twarzy.
W mojej głowie (i pewnie niejednego naukowca również) pojawia się mnóstwo pytań, między innymi, co zrobić, by pacjent przestał odczuwać ból w miejscu, gdzie kiedyś była jego kończyna?
Jak to możliwe, że mózg nadal odbiera bodźce? Czemu osoba, która od początku nie ma rąk nie odczuwa fantomowych bólów? Przecież samo ludzkie DNA dyktuje, że zdrowy człowiek ma wszystkie kończyny. Ale akurat nie tym chciałam się zająć. Postawmy po prostu tezę: Umysł odbiera bodźce, których nie powinno być, bo nie mają fizycznego prawa, by zaistnieć. Skoro jednak odbiera bodźce, to w pewien sposób jest to wpływ na rzeczywistość (co dobitnie potwierdzi ofiara fantomowych odczuć). I teraz uwaga - słynne gadanie wariata - Wspomniałam wcześniej o pamięci mózgu. Wydaje mi się, że mózg ma jakąś pierwotną pamięć i zapisywana jest ona jest ona u zupełnego początku funkcjonowania mózgu. Można to nazwać ustawieniami fabrycznymi. Tam nie ma wspomnień, kompletna tabula rasa. Jedyne, co może być zawarte w tej pierwotnej pamięci, to jak wszystkie narządy będą funkcjonować (dyktowane DNA). Czy jest możliwe, zatem, przywrócenie tej pamięci? Ale w taki sposób, by mózg zaakceptował to, że człowiek nie ma jakiejś kończyny i uznał to za przypadek typu "niepełnosprawny od urodzenia". Taki mały cheat.
Powiem więcej, chociaż, jeżeli czytałby to jakiś specjalista, pewnie stwierdziłby, że się poniżam. I mogą być to już totalne brednie, ale takie wiążące się z pamięcią ogółu. Bardzo dawno temu pisałam na temat holograficznego paradygmatu. Być może to w nim zawarta jest jakaś pamięć, która rzutuje na mózg. Czy dałoby się to wykorzystać? Jak zmusić rękę, która nie istnieje, do podniesienia filiżanki? Siła umysłu. Ano, właśnie. Skoro mózg jest na tyle cwany, by sobie odbierać różne nieprzyjemnie bodźce, kompletnie bezpodstawne (nadaje kształt nieistniejącej kończynie, fikcyjny układ nerwowy itd.), to na pewno jest w stanie, nie tyle ufizycznić, co wepchnąć pierwiastek życia, jakąś siłę, która potrafi przesuwać, podnosić itp. I tutaj pojawia się moje kolejne pytanie: Czy zajmowałby się tym ten sam obszar mózgu, który zajmuje się właśnie odbieraniem impulsów (który niektórym pacjentom próbowano wyciąć, ale to nic nie dało i bóle nie ustały), czy generalnie jakiś inny obszar? Możecie mi zarzucić, że chyba już sobie odpowiedziałam na to pytanie treścią zawartą w nawiasie. Niekoniecznie. To nie musi być prawdą, że naukowcy znają tylko jeden prawdziwy obszar zajmujący się konkretnym zadaniem. Skoro po wycięciu tego kawałka mózgu, bóle nie ustąpiły, to w taki sposób musi za to odpowiadać jakaś inna część (dodatkowa). I być może zrozumienie tej części byłoby odpowiedzią na wszelkie pytania.
Dobrze, koniec mojej pseudonaukowej, bardziej filozoficznej wypowiedzi. Naukowcy - o ile, kiedyś to przeczytacie (ah, to moje zawyżone ego), możecie odetchnąć z ulgą.
Nie będę oryginalna. Znowu marzę o pozostawieniu wszystkiego i wyrwania się z więzów doczesnego życia. Platonie, cóż żeś mi uczynił swoją filozofią? Już przestałam myśleć o tym, że chcę być piękna, bogata, mieć wspaniałego męża i dwójkę idealnych dzieci. Nie. Chcę tylko być. Bez niczego, co materialne. Tylko ja i mój umysł, co byłoby całością. Niestety, nie jest to możliwe, jeżeli nie wprowadzę się w OOBE, a to trwa krótko i od bardzo dawna nie mogę tego stanu osiągnąć. Nie mam pojęcia, dlaczego. Chciałabym, by trwało to wieczność. Jest też druga opcja, jeżeli tej pierwszej nie udałoby mi się osiągnąć (czyli za każdym razem ograniczona byłabym czymś materialnym). Chciałabym kompletnie przestać istnieć. Nie wiem tylko, które jest straszniejsze? Groźba wieczności czy wizja niebytu?
Mam wszystko, czego mógłby mi zazdrościć przeciętny człowiek. I ze zgrozą stwierdzam: Nie chcę tego. Nie jest mi z tym tutaj dobrze.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz