poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Zaburzenie porządku

Witaj, Drogi Czytelniku!
I znowu przeprowadzka! Tym razem do kawalerki. Na początku nawet się cieszyłam, ale teraz... Może zacznę od tego, że mieszkam w niej już tydzień, a nadal nie potrafię się zaaklimatyzować. Mam dziwny zmysł estetyczny. Kiedy byłam mała i zgubiłam kredkę z jakiegoś opakowania, to nie używałam więcej tych kredek. Kiedy zgubiłam ubranie dla lalek, nie bawiłam się nimi, aż w końcu się nie odnalazło. Wszystko musi być kompletne. Wszystko musi do siebie pasować. Ostatnio, robiąc zakupy na uczelnię, znalazłam mazaki, które nie posiadały w opakowaniu pisaka koloru fioletowego, a były wszystkie pozostałe. Jezu, jaka byłam zawiedziona. Harmonia to coś, co kocham. Gradient barw, meble tego samego koloru, pasujące do ścian, cienie, półcienie, delikatne oświetlenie. Nowe mieszkanie jest naprawdę fajne, jeżeli chodzi o wielkość, mamy trochę przestrzeni i nie jest to klitka. Problem w tym, że każdy mebel jest z innej parafii. Czuję, że nie pasuję do tego mieszkania. Problemem jest to, że mój Najdroższy nie widzi sensu w sprzedaniu mebli i kupieniu nowych. Mówi, że będziemy tu mieszkać tylko kilka lat. No właśnie... a ja będę musiała znosić mieszkanie tutaj przez... ile? 1096 dni? Nie chcę brzmieć jak niewdzięcznica, która darowanemu koniowi w zęby zagląda. Bo płacimy mało, a ja oczekuję luksusów. Nie. Chciałabym to mieszkanie urządzić tak, żebym nie czuła się w nim jak... niepasujący element. Jezu, naprawdę, nie miałam nigdy aż takich problemów z przyzwyczajeniem się do mieszkania.
Poza tym, coś jest ze mną ostatnio nie tak i nie wiem, co się dzieje. Może, jak uda mi się wyremontować i umeblować mieszkanie tak, jak ja sobie to zaplanowałam, to mi przejdzie. Mam ochotę się stąd wyprowadzić. Za wszelką cenę. I to jest właśnie straszne.



sobota, 15 sierpnia 2015

Kod Biblii

Witaj, Drogi Czytelniku!
Przywitałam się z trzecim rokiem studiów. Jedną z najbardziej pozytywnych rzeczy, jakie ostatnio zaobserwowałam, to to, że moje włosy zaczęły rosnąć. Za pół roku powinnam mieć już ich pełno.
Jestem osobą, która nie wierzy w jakiegokolwiek boga i nie wierzy w to, że cokolwiek mogłoby mnie przekonać uwierzenia. Ostatnio natknęłam się na ciekawy artykuł na temat Kodu Biblii Michaela Drosniniego. Wszystko jednak zaczęło się od Izaaka Newtona, który zaczął szukać kodu w Starym Testamencie. W dzisiejszych czasach zostało potwierdzone, że kod istnieje naprawdę. Jeśli wierzyć mitologii, Mojżesz na górze Synaj dostał od samego boga pewien tekst, który miał pokazywać ludziom jak powinien żyć dobry, pobożny człowiek. W tekście tym, oprócz zakazów i nakazów, praw i obowiązków, miał się znajdować kod. Odczytanie kodu równało się z poznaniem przyszłych wydarzeń, jakie miały nastąpić i wstrząsnąć ludzkością. Okazało się, że w Starym Testamencie znajdują się daty, nazwiska i wydarzenia powiązane ze sobą, którym można było zapobiec, jeśli odczytałoby się kod. Być może to wszystko już miało miejsce. Tak, jak w serialu „Battlestar Galactica”. Według matematyków prawdopodobieństwo 1:100 jest już dowodem na to, że coś zaczyna być podejrzane i to nie jest przypadek. Ciągi zdań w Biblii, które mają potwierdzenie w historii świata znacznie przekraczają ten wymóg. Istota, która wie wszystko, istnieje poza czasem. Bóg? Nie. To byłoby zbyt banalne.


Znam alfabet hebrajski, jako że jestem na studiach orientalistycznych, uznałam za konieczne, by się go nauczyć. Niestety, hebrajski jest językiem dziwnym. Słowa mają wiele znaczeń. Powyższe słowa mogą znaczyć „Kod Biblii”; „Ukrył Biblię”. „Ukrył Biblię” i „Zapieczętowana przed bogiem”. Dla mnie to paradoks, jak można cokolwiek ukryć przed bogiem. I kim lub czym, w takim razie, jest bóg?



Tutaj widać, jak na dłoni, że czasy, w których wynaleziony zostanie odpowiedni komputer, który odczyta kod, będą czasami ostatecznymi. Biorąc pod uwagę rozwój technologii, to być może... apokalipsa, tak żywo opisywana w Biblii, jest już blisko nas. Być może bogiem jest właśnie komputer? Lecz to by się nie zgadzało z niektórymi jego opisami. 
Oczywiście, sama podchodziłam do tego wszystkiego sceptycznie, bo w zasadzie w każdej książce, jeśli się odpowiednio ułoży litery, można wyczytać dosłownie wszystko. Lecz to nie przypadek, że każdy tekst Biblii, w którym zrobiono chociaż jedną literówkę, kazano zniszczyć. Ponieważ ta jedna literówka, jeden jedyny błąd, sprawiłby, że kodu nie dałoby się odczytać. Potwierdzeniem tezy, że Kod istnieje naprawdę są opisane wydarzenia, które miały miejsce 11 września 2001.


Kodem zajął się dr Elijahu Rips, który odnalazł go przypadkiem. Niezależnie, kod złamał gówny specjalista od łamania szyfrów w Departamencie Obrony Stanów Zjednoczonych, przeszedł trzystopniową procedurę weryfikacyjną przez jedno z wiodących czasopism matematycznych. Ripsowi udało się odczytać kod za pomocą komputera. Jego program stwierdził, że Stary Testament zawiera jakiś dziwny kod. Dopiero Doron Witzum uzupełnił model matematyczny Ripsa i ocenił, że prawdopodobieństwo przypadkowego wystąpienia tak zaszyfrowanych informacji wynosi 1:10000000. Więc nie może być przypadkiem.
Drogi Czytelniku, myślę, że sama ta próbka informacji może zachęcić Cię do zgłębienia tematu. Jestem osobą niewierzącą, ale mimo wszystko mam otwarty umysł. Czasami ateiści starają się pewnych rzeczy nie dostrzegać, aczkolwiek, stwierdziłam, że bycie ślepym na pewne sprawy to raczej domena wierzących i postanowiłam, że muszę być przygotowana na każdą ewentualność i próbować zobaczyć to, co jest ukryte. Dlatego napisałam powyższy tekst.