czwartek, 12 stycznia 2017

Małżeństwo

Witaj, Drogi Czytelniku!
Nie pisałam postów na tym blogu od bardzo dawna. Miałam bardzo wiele powodów. Najpierw musiałam pogodzić pracę ze studiami. Postanowiłam też studiować w Niemczech, więc zapisałam się na błyskawiczny kurs niemieckiego, coby odświeżyć sobie trochę tego języka. Jak już pewnie się domyślasz - zerwałam ze swoim chłopakiem i się od niego wyprowadziłam, ale nadal się z nim przyjaźniłam. Według mnie, nie był złym człowiekiem, po prostu niespełnionym, pełnym tęsknoty za czymś, co stracił i nieszczęśliwym. Zamykał się w świecie wirtualnym. Tak jak i ja... Jestem pewna, że mogłaby pokochać go dziewczyna, która byłaby zupełnie inna niż ja, zupełnie inaczej postrzegałaby związek i przestrzegała innych zasad. Ja potrzebowałam czegoś stałego, rodziny, zobowiązania, wierności aż po grób. On chciał czegoś otwartego, flirtu, wolności. To po prostu, nie mogło się udać.
Postanowiłam, że w końcu chwycę wiatr w żagle. Następnie przyszedł czas na napisanie pracy licencjackiej. Koniec końców, nie wyszło mi to najlepiej, bo wybrałam temat, który mnie zupełnie nie interesował.
W moim życiu pojawiła się kolejna osoba - bardzo przystojny, władczy i zaborczy, bardzo inteligentny Turek. Jak się poznaliśmy? Grając w Counter Strike: Global Offensive. Jego serca nie przebiła strzała Amora, a kula z karabinu. Mojego karabinu. Podobno, zakochał się od razu i twierdził, że jestem jego przeznaczeniem. Bardzo niewiele słowiańskich kobiet, dobrze znających język turecki, gra w Counter Strike'a.
Graliśmy od tej pory zawsze razem. Nigdy nie myślałam o żadnych związkach przez Internet, na początku chciałam tylko poduczyć się tureckiego i mieć kolejnego kolegę. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zaczął nazywać mnie swoją "dziewczyną". Jednakże, jak już zdążyłeś/łaś się domyślić, nie jestem specjalnie asertywną osobą.
Potem zaczął nalegać, bym przyjechała do Turcji, chciał mi nawet kupić bilet. Nie miałam powodów, by mu nie ufać, bo zdążyłam poznać jego rodzinę. Bałam się jednak, że wszystko dzieje się stanowczo za szybko. Wahałam się, ale postanowiłam wziąć koleżankę. Koniec końców, kupiłam bilet, a koleżanka mnie wystawiła. Pojechałam sama. To była najpiękniejsza podróż, jaką przeżyłam, a wyjeżdżałam dziesiątki razy. Byłam wniebowzięta.
Od tamtej pory, zaczęłam już bardzo poważnie traktować ten związek. Ze względu na to, że był to ostatni semestr na uczelni, miałam mnóstwo pracy. Nigdy nie byłam tak zorganizowana, ale miłość była moim paliwem. I witamina A. Pamiętam, jak przysłał mi kwiaty... popłakałam się ze szczęścia i niedowierzania. Jednakże, nie wszystko było w naszym związku tak kolorowe. Przeszkadzała mi jego zaborczość. Nie chciał, bym spotykała się z ludźmi, których znałam latami i bardzo lubiłam. Czasami robił awantury o to, że śmiałam mieć innych chłopaków przed nim. To rzucało ogromny cień na ten związek, ale jak sam twierdził, kiedyś miało mu przejść...
Jednakże, nikt nigdy nie kochał mnie tak jak on i to było pewne.
Porzuciłam plany o studiowaniu w Niemczech, postanowiłam wyjechać do Turcji na stałe. Spotkałam się z ogromnym oburzeniem, a najmilsze komentarze, co do moich wyborów, to: "Ale z Turkiem?!", "Chyba zgłupiałaś!" albo "Odważna jesteś". Owszem.
Czas leciał jak piasek przez palce, ponieważ miałam tak wiele do zrobienia. Ciężki kierunek, praca licencjacka i kurs niemieckiego i angielskiego. Chodziłam na siłownię cztery, pięć razy w tygodniu. Musiałam też poświęcić czas dla znajomych, dla niego. Uczyłam się godzinami, prawie w ogóle nie śpiąc. W niedziele chodziłam do znajomych, grywaliśmy w gry planszowe lub komputerowe, przestałam się z nimi spotykać miesiąc przed sesją. Starałam się nie nadużywać witaminy A, żeby potem nie mieć problemów ze zdrowiem. Schudłam bardzo mocno. Sesję zdałam świetnie, licencjat obroniłam, kursy skończyłam z wysokimi ocenami. Czułam się spełniona.
Poszłam na ostatnie spotkanie pożegnalne z moimi znajomymi, które zorganizował mój były. Koledzy kupili mi prezenty, które trzymam do dziś... To był piękny czas. Po spotkaniu czułam się beznadziejnie. Wiedziałam, że będę musiała zerwać z nimi kontakt po wyjeździe do Turcji, bo dałam słowo. Rodziców bardzo dotknęła wiadomość o moich planach. Prawie straciłam rodzinę. Koniec końców, zaakceptowali i bardzo pokochali mojego męża. Ale przeszliśmy długą, wyboistą drogę...
Wyjechałam 13 lipca 2016 roku. Dwa dni po wyjeździe do Ankary odbył się pucz. Kilkaset metrów od nas ktoś strzelał, ktoś tracił życie. Byłam wściekła na samą siebie, że przyjechałam do Turcji, ale mojemu chłopakowi udało się mnie jakoś przekonać do zostania. Poza tym, i tak mieliśmy zamieszkać po europejskiej stronie, w bardzo małej miejscowości. Potem się zaręczyliśmy i pobraliśmy. 30 września odbyło się nasze wesele...
Mój związek jest w porządku, poza kilkoma... sytuacjami, ale tak jest w każdym małżeństwie. Czasami żałuję tego, że nie mieszkamy w Polsce. Zderzenie kultur jest ogromne, chociaż zgadzamy się w wielu sprawach - na przykład mamy taką samą wizję małżeństwa. Bardzo pozytywne jest to, że jesteśmy tylko dla siebie. On nie wyobraża sobie frywolnych rozmów z innymi kobietami. Tego, czego wymaga ode mnie, wymaga od siebie. Dla Polki wydaje się być niemożliwe, że mój mąż ma hasło do wszystkich moich kont, a ja do jego; że mając 22 lata, zamiast wyjść na miasto, wolimy pić herbatę przy świecach; że oboje nienawidzimy alkoholu i go nie spożywamy; że jesteśmy konserwatywni i konsekwentni do bólu. Wiem, że nikt by o mnie tak nie zadbał i nikt by tak nie kochał, jak mój mąż.
Opowiedziałam wszystko w ogromnym skrócie. Z czasem będę rozwijać temat, jednakże o moich perypetiach w Polsce i Turcji można by napisać książkę. 





4 komentarze:

  1. Jeszcze raz gratuluję i cieszę sie że znalazłaś swoją drugą połówkę i że jesteś szczęśliwa :) zdaniem bliskich sie nie przejmuj, w końcu oni nie przeżyją Twojego życia. Szybko wzieliscie ślub :) gratuluje pewności :) ja i mój ukochany staniemy przed ołtarzem po 8 latach.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina poznała już mojego męża, bo wyjechaliśmy na święta do Polski. Wszyscy go bardzo polubili i nie sądzę, by kiedykolwiek zmienili swoje zdanie.
      Tak, wzięliśmy bardzo szybko ślub, ale mieliśmy do tego wiele powodów... Wybraliśmy najprostsze rozwiązanie. Dodatkowo, jeżeli chodzi o turecką kulturę, rodzina męża nie zaakceptowałaby życia na "kocią łapę", mogłabym zapomnieć o studiach magisterskich, byłby problem z leczeniem w szpitalu (jestem chodzącym nieszczęściem, więc szpital jest jak mój drugi dom). Oczywiście kocham męża, lecz sama nie spodziewałam się, że aż tak szybko się pobierzemy.
      Tobie też bardzo gratuluję, na pewno będziesz piękną panną młodą. Pozdrawiam cieplutko! :)

      Usuń
  2. Wstydź się! Miałem cię za inteligentniejszą, a ty jakiegoś zagranicznego obskakujesz .. i to jeszcze ślub tak od razu. Polki, trudne dla polaków i łatwe dla turków .. jesteś OHYDNA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohoho! Jaki hejt :) Muszę Cię rozczarować - jestem bardzo szczęśliwa w małżeństwie. Z moim mężem wyznajemy podobne wartości, mamy identyczne priorytety w życiu. Udało nam się stworzyć naprawdę porządne małżeństwo. Widzisz, Drogi Czytelniku, o to właśnie chodzi. A nie o obywatelstwo.
      Poza tym, skoro jak wspomniałeś Polki są "łatwiejsze" dla obcokrajowców, to wnioski nasuwają się same. Rzadna z nas nie chce, jak nasze mamy i babcie, być sprzątaczką, kucharką, matką, pracownicą, koniem w kieracie przez 24 godziny na dobę. Jesteśmy wykształcone, mamy wyższe poczucie własnej wartości, stać nas na coś więcej. I zaczęłyśmy zdawać sobie z tego sprawę. Także, skoro Polki preferują obcokrajowców, to nie w nas tkwi problem, a w Was, Drodzy Panowie. Przy czym, jak piszę - takiego męża, jakim jest mój, to życzę każdej kobiecie :)

      Usuń