środa, 10 października 2012

Duma, urząd i seks

Witaj, Drogi Czytelniku!
Jestem z siebie dumna. Kilka dni temu udowodniłam sobie, że potrafię naprawdę osiągać swoje cele. Nie było to jakieś ważne osiągnięcie, ale znacznie poprawiło mi humor, mimo dwóch całkowicie zarwanych nocy (nie pijąc przy tym ani kropli kawy i energy drinków).
Odkryłam również, iż bieganie po urzędach jest bardzo „rozrywkowym” zajęciem. Przytoczę tu śmieszną anegdotkę z ostatnich dni . Miałam sytuację, w której byłam zobligowana do pozałatwiania kilku ważnych materii. Z urzędu w mieście X, zostałam wysłana do urzędu miasta Y, w którym „bardzo miłe” panie skutecznie pokrzyżowały mi plany w zorganizowaniu sobie danych spraw. Potrzebowałam pewnego ważnego dokumentu 1, żeby uzyskać ważny dokument 2, ale żeby dostać dokument 1, musiałam posiadać dokument 2. Tak, nie trzeba geniuszu w kombinowaniu, żeby określić, iż byłam właśnie w punkcie wyjścia. Zdziwiona absurdem sytuacji, gorliwie błogosławiąc logikę polskich procedur, zaczęłam się śmiać. Oburzone w „bardzo miły” sposób panie urzędniczki spojrzały na mnie tak, jakbym spadła z księżyca. Przeprosiłam, podziękowałam i dalej chichocząc pod nosem wyszłam z biura.
Pogrążając się w swoistej introspekcji, zauważyłam u siebie pewną niedogodność. Moje doświadczenia uniemożliwiają mi zainteresowanie się kimś na większą skalę, jeśli zaburza się mój perfekcjonistyczny koncept człowieka. Po prostu wkroczyłam w ten dziwny stan „apatii miłosnej” lub jak ktoś woli „zimnej suki”. Nie potrafię również wystrzec się nieświadomego porównywania i dalece idącego subiektywnego badania cech i zachowań. Dążę do czegoś w miarę stabilnego, jednocześnie niszcząc szanse na sukces w zarodku. Od kilku lat irytuje mnie to, że mężczyźni (mimo iż zaznaczają, że jestem mądra, inteligentna etc.), ciągle zmierzają tylko do jednego, nawet jeśli temat rozmowy już dawno się wyczerpał. Nie mam nic przeciwko soczyście sprośnym, sprytnie wyszukanym żartom. Jednakże płeć męska, gdy tylko wyciągnie się palec, porywa całą rękę. Życzę sobie tylko kogoś, kto chociaż spróbuje porozmawiać ze mną o różnych ciekawych zagadnieniach, mimo iż na spotkanie założę dekolt do pasa (co robię praktycznie zawsze). Temat seksu stał się dla mnie bardzo pospolity, oklepany i nudny. Może pięć lat temu budził jakąś pieczołowicie skrywaną intymną ekscytację. Ale teraz, kiedy widzę, że zdecydowanej większości zależy tylko na tym, żeby pójść ze mną do łóżka i to jeszcze najlepiej od razu, to krew mnie zalewa. Nie chcę nic sugerować, ale taki człowiek zaznacza się na mojej czarnej liście grubym markerem, tracąc przy tym sposobność spełnienia swojego pragnienia. Oczywiście, można mieć ochotę. Ja również często ją posiadam, przecież nie jestem z wykuta z marmuru. Mam na myśli tylko jakąś namiastkę szacunku względem siebie. Wszystko ma swój czas w życiu. Można się kłócić, że moim zdaniem prawidłowa chronologia wydarzeń, wcale nie musi być uniwersalna.  Zgadzam się z tym, lecz skoro sprawdzała się wcześniej, to jest duże prawdopodobieństwo, że będzie dobra również teraz. Mam cichutką nadzieję, że wszyscy napaleńcy, którym jednak odrobinkę zależy i potrafią wskrzesić z siebie maleńką ilość kreatywności, zrozumieli powyższą aluzję.

PS Hmm... Wybacz mi, Drogi Czytelniku za zamieszczenie tego obrazka. Nie mogłam się powstrzymać, by go nie dodać. Poza tym, w wręcz niemoralnie słodki sposób rozładowuje napięcie. 
PS 2 Czy tylko mnie ten obrazek wydaje się sprośny?