środa, 18 grudnia 2013

Sybiriada

Witaj, Drogi Czytelniku!
Moja przyszłość została uratowana. Czuję się dobrze. Wszystko w jednym momencie znowu stało się proste. Myślimy nad przeprowadzką. Bardzo mi to odpowiada, bo lubię żyć na walizkach. Gdybym mogła, zmieniałabym miejsce zamieszkania co kilka miesięcy. Jakoś nie jestem w stanie się na razie ustabilizować w jednym miejscu. Nie chcę wspomnień, sentymentów. Najchętniej zostawiałabym wszystko, tam skąd bym się przeprowadzała. Oprócz Niego. I biżuterii.
Dlaczego się przeprowadzamy? Pozornie sympatyczni współlokatorzy okazali się chorymi psychicznie ludźmi. Zacznę od tego, że na początku ja praktycznie musiałam myć po nich naczynia, ponieważ zdarzało się, że nie myli przez bardzo długi czas (prawie dwa tygodnie). Ale nie skarżyłam się na to, że miałam więcej obowiązków w mieszkaniu niż oni. Po jakimś czasie jednak poprosiłam, by ustalić dyżury.
Kolejną sprawą było to, że mieliśmy bardzo maleńki pokój, gdzie ledwo się mieściliśmy, ale mimo wszystko było nam przytulnie i miło. Jedna ze współlokatorek (Współlokatorka1) zaproponowała mi, żebym dała suszarkę z praniem do kuchni, to będziemy mieć więcej miejsca. Zapytałam innym czy im to odpowiada i nie było problemu. Myślałam, że nikomu to nie przeszkadza, bo pranie ślicznie pachniało i w ogóle w całym mieszkaniu czuć było wiosnę, co również zauważyła Współlokatorka1. Po jakimś czasie jednak Współlokatorka2 tonem, jakbym co najmniej zamordowała kogoś z jej rodziny, kazała mi wynieść suszarkę. Byłam bardzo zdziwiona. Mój Ukochany, wparował do jej pokoju i zapytał co to ma znaczyć i czemu kazali mi wziąć suszarkę. Na to Współlokatorka1 stwierdziła, że czyste pranie ŚMIERDZI, a Współlokatorka2, że zrobi się grzyb. Mój Najdroższy wyśmiał je i stwierdził, że dalsza rozmowa z tymi bezmózgami nie ma żadnego sensu. Wkroczyliśmy na ścieżkę wojenną i od tego czasu, to co mi się nie podobało komunikowałam wprost. Jak widziałam, że kosz w ubikacji jest zapchany tamponami, których żadnej z nich nie chciało się posprzątać – mówiłam żeby w końcu coś z tym zrobiły, bo śmierdzi tak, że nie da się wejść, itd., itp. Już wtedy zaczęliśmy zastanawiać się, by poszukać nowego gniazdka, ale akcją, którą odstawili i po której byliśmy już pewni, że zmieniamy mieszkanie, było zrobienie imprezy i poinformowanie nas o tym w momencie, kiedy się ona zaczęła. Zupełnie nie zapytali nas czy nam odpowiada, a kiedy grubo po 24:00 mój Ukochany poprosił ich, żeby zachowywali się cisazej, wyśmiały go. Dodam, że nazajutrz miałam uczyć się do ważnego egzaminu i chciałam przespać chociaż cztery godziny... Kiedy mój Najdroższy powiedział właścicielowi dlaczego chcemy zmienić mieszkanie, oni zrobili awanturę, że to tak naprawdę my nie potrafimy utrzymać porządku. Współlokator1, który widział jak na kolanach sprzątałam podłogę dosyć sporą ilość razy, nawet się słowem nie odezwał. Śmiechu warte. Właściciel, oczywiście łasy na pieniądze, uwierzył im, ponieważ zajmują dwa pokoje i od nich bierze więcej, więc nawet ich nie upomniał. Teraz już wiem, że całą szopkę odstawiali dlatego, że chcą mieszkać ze swoją koleżanką, która ma zamiar zająć nasz pokój.
Takie sytuacje przekonują mnie, że tych ludzi, którzy nie potrafią żyć w społeczeństwie i zachować kulturę, powinno się wywozić na Sybir.



niedziela, 1 grudnia 2013

Chyba jednak ciężko być mężczyzną

Witaj, Drogi Czytelniku!
Nikt nie potrafi sobie wyobrazić tego strachu, jaki teraz odczuwam. Nie jest to jednak strach przed oparzeniem ani przed ewentualną śmiercią lub inwalidztwem. Nie jest to również żaden z moich eksperymentów.
Czuję się naprawdę strasznie. Najgorsze jest to, że nikomu nie mogę o tym powiedzieć. On stara się mnie jakoś pocieszać, ale coraz częściej traci cierpliwość. Rozumiem to w zupełności, dlatego ze wszystkich sił próbuję nie rozklejać się przy Nim, ale czasem się nie da. Czuję się najbardziej samotną osobą na całym wielkim świecie. Jestem pewna, że On sobie ze wszystkim poradzi. Ale co jeśli ja nie dam rady? Chciałabym to wszystko wykrzyczeć, przekląć tę całą niesprawiedliwość losu. Jednakże zawsze muszę powoli odliczyć do tych cholernych dziesięciu i się uspokoić. Nie mogę przestać płakać, kiedy jestem sama. I czuję się tak cholernie winna tamu wszystkiemu. I nie mogę znaleźć pozytywów... Nie, nie mam depresji. Nie wiem, może jednak trochę mam. Ale odrobinę. Po prostu pragnę mieć to całe życie daleko za sobą.
Najgorsze jest to, że ja wiem jak wszystko będzie wyglądać, bo już raz przerabiałam cały ten scenariusz. Gdybym nie była tak okropną egoistką, to może byłoby mi prościej. Kiedyś wszystko wydawało się takie proste. Znałam odpowiedź na każde pytanie. Wiedziałam co zrobić, kiedy i w jaki sposób. Jechałam gdzieś daleko i myślałam, planowałam sobie życie krok po kroku. A ten cholerny los śmie tak ze mnie drwić. Bardziej kreatywna już nie będę. Nic więcej nie wymyślę. Więc po co to wystawianie mojej psychiki na kolejne próby?
Chciałabym siedzieć w Jego głowie i wiedzieć, co myśli na ten temat. Może też się tak obawia jak ja, a jednak wie, że nie może tego okazać? Ehh, świat się ciągle kręci tylko wokół mnie, lecz co czuje On? Nie chcę zapytać, bo wątpię czy nawet się przyzna. Zna mnie doskonale i wie, że nie ma minuty, bym się nie zamartwiała. A jak mi powie, że przecież sam nie ma pomysłu, co robić, to przecież się załamię. On również nie ma się do kogo z tym zwrócić. Chyba jednak ciężko być mężczyzną.



sobota, 23 listopada 2013

Dynastia szaleńców i kalek

Witaj, Drogi Czytelniku!
Wraz z Nim postanowiliśmy oboje się postarać, by to wszystko odbudować.
Mimo że naprawdę przeżywamy teraz wiele cudownych chwil, to czasami mam wrażenie dziwnej dezorientacji i lęku. Mam nadzieję, że to szybko minie. 
Poza tym naprawdę jest pięknie, spędzamy ze sobą czasu i świetnie bawię się w Jego towarzystwie. Poznaję też nowych, ciekawych ludzi, co dodaje mi sił i czasami nawet mam poczucie, że nie jestem tak zupełnie nikim. Chociaż biorąc pod uwagę obecną sytuację, prawdopodobnie i tak nie uda mi się osiągnąć tego, co zamierzałam. Ale na razie nie chcę o tym rozmawiać. Postaram się po prostu zmienić swoje priorytety życiowe i cieszyć się ze wszystkich pozytywnych rzeczy, których przedtem nie dostrzegałam.
A teraz chciałabym tu przytoczyć pewną ciekawostkę historyczną, ponieważ ostatnio egoistycznie pisałam tylko o sobie, a ten blog nie został założony w celu wylewania żali, tylko dzielenia się z innymi swoją wiedzą.
Długo zastanawiałam się nad tym, co będzie moim kolejnym tematem. Wybrałam dosyć ciekawe zjawisko u Habsburgów, a mianowicie prognatyzm (wysunięcie trzewioczaszki).
Tę osobliwą cechę dało się już zauważyć u Maksymiliana I (1459-1519), króla Niemiec i cesarza Świętego Cesarstwa. Podobno odziedziczył ten wadliwy gen po babce Cymbarce mazowieckiej (córce Siemowita IV i Aleksandry, siostry Władysława II Jagiełły), lecz ten fakt można by poddać pod wątpliwość, ponieważ była ona rzekomo piękna i silna. Jak podają źródła, warga habsburska pojawiła się jeszcze wcześniej – u Rudolfa IV(1339-1365), stryja Ernesta Żelaznego. Prawdopodobnie to, że te dwa spokrewnione rody zostały połączone doprowadziło do uwidocznienia się tej cechy, która utrzymała się w rodzinie przez 20 pokoleń. Głównym błędem w rozumowaniu Habsburgów były małżeństwa zawierane na granicy kazirodztwa, żeby utrzymać władzę w obrębie rodziny. Dynastia Habsburgów wywodzi się od Filipa I Pięknego, który poślubił w 1496r. Joannę Kastylijską (Szaloną). Objawy szaleństwa tej kobiety uważa się za przejawy schizofrenii lub depresji. Przez kolejne 200 lat, królowie z tego rodu zawarli 11 małżeństw – większość w obrębie rodziny – dwa śluby wuja z siostrzenicą, siedem między kuzynostwem. Rodzina Habsburgów charakteryzowała się wysoką śmiertelnością niemowląt i dzieci. Dynastia ta zakończyła się po śmierci Karola II Habsburga.
Człowiek ten nie dość, że miał ogromne problemy ze spożywaniem pokarmów, ponadto był niepełnosprawny umysłowo i fizycznie. Naukowcy uważają, że miał dużą głowę, był chudy, słaby i niski. Opóźnienie w jego rozwoju można wytłumaczyć tym, że zaczął mówić dopiero w wieku 4 lat, a chodzić, kiedy skończył 8. Cierpiał na wiele chorób – abulię, krwiomocz, obrzęki, choroby żołądkowo-jelitowe, co sprawiło, że w wieku 30 lat wyglądał na starca, w wieku 35 lat wypadły mu zęby, a kiedy miał 39 lat - ogłuchł. Pomimo dwóch małżeństw nie zostawił potomstwa (prawdopodobnie przyczyną tego był przedwczesny wytrysk albo impotencja).
Przyczyną jego schorzeń i niepełnosprawności był wysoki współczynnik wsobny, który wynosił u Karola II Habsburga 0.254. Normalnie dzieci, które pochodzą z tak spokrewnionego małżeństwa (wuj i siostrzenica) posiadają współczynnik równy 0,125, co ciekawe, współczynnik Karola jest nawet wyższy niż współczynnik dzieci brata i siostry – 0,250. To oznacza, że 25,4% genów w genomie Karola występowało w dwóch identycznych kopiach.


sobota, 9 listopada 2013

Staruszka

Witaj, Drogi Czytelniku!
Jest mi niesamowicie smutno. Kilka dni temu musiałam z Nim zerwać, ponieważ złamał bardzo ważną zasadę w związku. Myślałam, że jest ze mną szczery, jednakże myliłam się. Już od pewnego czasu wiedziałam, że coś musi być nie tak. On znowu stwierdził, że nie jest ze mną w pełni szczęśliwy. Potem, że chciał spełnić moje marzenie, byśmy zamieszkali ze sobą. Czułam się wtedy jak najgorsza osoba na świecie; czułam że całe zło, które istnieje, bierze się właśnie ode mnie. Po jakimś czasie przeczytałam Jego sms-y. Wiem, wstydzę się tego niemiłosiernie, bo tak nie postępuje osoba z klasą. To był mój pierwszy raz. Ale chyba nawet tego nie żałuję. Flirtował tam z kilkoma dziewczynami, a z jedną bardzo konkretnie. Umówili się na kolację. I mówiąc mi, że idzie na piwo ze swoim kolegą i koleżanką, poszedł do Niej. Nie wiem, co robili i czy faktycznie mogę Mu uwierzyć, że tylko pili piwo i grali na komputerze. Gdy tylko wrócił do domu po czwartej nad ranem, zerwałam z Nim. Pozostała kwestia mieszkania...
Rano moje nerwy się trochę uspokoiły, stwierdziliśmy, że na razie będzie ze mną mieszkał, póki nie znajdę nic tańszego. Był taki kochany, ale ja też się starałam, żeby atmosfera była jak najlepsza. Trzeba umieć odejść z dumą. Tak okropnie mnie do Niego ciągnie i tak niezmiernie za nim tęsknię. Jemu też zależy, bo widzę, że bardzo się o mnie troszczy. Ale kiedy leżę w łóżku, to przed snem zawsze mam wątpliwości, robi mi się tak wszystkiego dość... Na razie nie jesteśmy w związku i zobaczymy jak to się potoczy dalej. Zdaję sobie sprawę, że im dłużej będziemy traktować się w takich niezobowiązujących stosunkach, to stracę zapał do związku, ale to chyba jest logiczne. Być może to jest nawet najlepsze wyjście dla mnie.
Pada jednak pytanie: Czy te wątpliwości kiedyś ustaną? Z drugiej strony kto będzie tak o mnie dbał jak nie On? Od każdego mężczyzny muszę oczekiwać, że przyjdzie taki dzień, kiedy się dowiem, iż ma też drugie oblicze i... prawdopodobnie drugą kobietę.
Nawet sobie nie wyobrażasz, Drogi Czytelniku, jak bardzo pragnę być już staruszką, której został ostatni dzień życia. Siedzieć na ławeczce, oglądać piękne widoki jesieni. Spojrzeć na rumiane, złociste liście, które szeleszczą i kołyszą się na wietrze. Mieć nad sobą błękitne niebo, a na nim jasne słońce, którego promienie opalałyby mi twarz. Słuchać słodkiego świergotu ptaków, śmiechu moich wnuków, bawiących się w najlepsze. Czuć zapach całej natury, która mnie otacza... I oddychać z ulgą, że nareszcie wszystko jest już skończone i nic przede mną nie ma...


poniedziałek, 21 października 2013

Pamięć

Witaj, Drogi Czytelniku!
Dawno nic nie pisałam, ale nie miałam ani weny, ani ochoty. Poza tym nic w moim życiu się nie działo takiego, co warte by było uwagi. Studia lecą swoim trybem, nie jest zbyt łatwo, ale też nie siedzę w książkach przez całe noce. Na razie.
W życiu osobistym układa się raz lepiej, a raz gorzej. I właśnie wtedy, kiedy jest gorzej nie mogę spać. Ciężko tu przelewać swoje uczucia, ale wspomnę tylko tyle, że ostatnio jednak cierpię na insomnię. Co się stało? Z Jego punktu widzenia nic takiego. Z mojego wręcz przeciwnie. Nie chcę, oczywiście, histeryzować.
Wiadome jest, że jak się kogoś bardzo kocha, to się o tę osobę martwi i troszczy. Kiedy ukochana osoba mówi, że idzie na imprezę i wróci o drugiej, a wraca o czwartej dwadzieścia dwa, to normalnym jest, że czarne myśli już gdzieś krążą powoli. Zwłaszcza, gdy w końcu się zasypia i za każdym razem, kiedy się budzi, tej osoby nie ma obok. Zabolało mnie to, tym bardziej, że nie dostałam żadnego powiadomienia, że się spóźni. Właśnie najbardziej smutno mi z tego powodu, że chciał ode mnie się oderwać na tyle, żeby o mnie w ogóle zapomnieć przez dłuższy czas. Jakbym nie istniała. Coś mi to przypomina...
I z jednej strony bardzo się boję, że może trzymam Go na niewidzialnej smyczy, że ma mnie naprawdę dość i robię coś nie tak jak powinnam. A z drugiej strony, kiedy jest przy mnie, czuję, że mnie kocha. Nie wiem, co o tym myśleć, ale w takich chwilach zapala się w mojej głowie czerwone światełko.
Druga kwestia to wzbudzanie wyrzutów sumienia, co robię zupełnie niecelowo, a od czego On próbuje uciec. Nie wiem jak mam się zachowywać... Udawać, że nic się nie dzieje i trzymać się twardo, by nie miał powodów, ku tym wyrzutom czy być po prostu sobą? Dosyć sporna kwestia, bo nie ukrywajmy, w niektórych sytuacjach trzeba zachować powściągliwość. Może po prostu przesadzam, wyrzut w moich oczach jest zbyt ogromny, moja mina niepotrzebnie smutna i czoło zanadto zmarszczone.
Udało się nam już tak wiele osiągnąć. Mnie byłoby żal to wszystko zaprzepaścić, a perspektywa życia bez Niego jest niemalże tragiczna.

Wisława Szymborska Portret Kobiecy

Musi być do wyboru. 
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło. 
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby. 
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare, 
czarne, wesołe, bez powodu pełne łez. 
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie. 
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno. 
Naiwna, ale najlepiej doradzi. 
Słaba, ale udźwignie. 
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała. 
Czyta Jaspersa i pisma kobiece. 
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most. 
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda. 
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem, 
własne pieniądze na podróż daleką i długą, 
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej. 
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona. 
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi. 
Albo go kocha, albo się uparła. 
Na dobre, na niedobre i na litość boską.



piątek, 30 sierpnia 2013

Maleńki pokoik

Witaj, Drogi Czytelniku!
To już tydzień, od kiedy przeprowadziłam się do miasta X. Mieszkam wraz ze swoim chłopakiem w maleńkim pokoiku. Płacimy bardzo malutko, a mieszkamy kilka metrów od przystanka. Na uczelnię mam jakieś 18 minut tramwajem, więc lokalizacja jest świetna. Ludzie w mieszkaniu są bardzo sympatyczni. Jakoś się mieścimy na tych kilku metrach kwadratowych. Mamy bardzo niewygodne łóżko, ale przynajmniej możemy sobie spać spokojnie wtuleni do siebie. Jest mi dobrze. Widzę Go codziennie i już nie przejmuję się tak, że nie mam rano makijażu. Przyzwyczaiłam się nawet już do tego powietrza, które trzeba najpierw pokroić, a potem dobrze pogryźć. Przez cały ten tydzień chodziłam śpiąca i rozdrażniona, mimo że spałam bardzo dużo. Nie chcę zapeszać, ale naprawdę jest mi dobrze. Za domem jakoś nie tęsknię, ale zdaję sobie sprawę, że oni też za mną nie tęsknią. Mam już wszystko, czego mi do szczęścia potrzeba. Wiadomo, nie przelewa się, ale na razie jeszcze tak nie jest, że liczymy każdy grosz i oszczędzamy na wszystkim, co możliwe. On chyba też jest zadowolony. W każdym razie staram się Mu nie kolidować z niczym. Nic więcej szczególnego się nie dzieje. Cieszy mnie to, bo nie lubię niespodzianek.






piątek, 16 sierpnia 2013

Uśmiech

Witaj, Drogi Czytelniku!
Mój Najdroższy jednak stwierdził, że jestem najlepszym, co Go w życiu spotkało i chce być ze mną. Kocham Go, chciałabym, żeby był ze mną szczęśliwy. Nie mogę jednak zapomnieć tego, co było wczoraj. Długo będę dochodzić do siebie, ale tak bardzo Go pragnę. Nie wyobrażam sobie życia z kimś innym.
Wizyta u kosmetyczki pomogła. Mam naprawdę piękne tipsy. Dziś przyszła również paczuszka z moimi kosmetykami i bielizną. To podnosi na duchu.
Mam nadzieję, że nam się ułoży. Będę nad tym pracować, bo nie chcę Go stracić. Mimo tego, że prawie wczoraj zeszłam z tego świata.

Konstanty Ildefons Gałczyński Rozmowa Liryczna

- Powiedz mi jak mnie kochasz. 
- Powiem. 
- Więc? 
- Kocham cie w słońcu. I przy blasku świec. 
Kocham cię w kapeluszu i w berecie. 
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie. 
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach. 
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona. 
I gdy jajko roztłukujesz ładnie - 
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie. 
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku. 
I na końcu ulicy. I na początku. 
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz. 
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli. 
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso. 
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą. 
I wiosną, kiedy jaskółka przylata. 
- A latem jak mnie kochasz? 
- Jak treść lata. 
- A jesienią, gdy chmurki i humorki? 
- Nawet wtedy, gdy gubisz parasolki. 
- A gdy zima posrebrzy ramy okien? 
- Zimą kocham cię jak wesoły ogień. 
Blisko przy twoim sercu. Koło niego. 
A za oknami śnieg. Wrony na śniegu.



China doll

Witaj, Drogi Czytelniku!
Moja Miłość nie była ze mną szczęśliwa, więc zakończyła związek… 
Zaczęło się dosyć niewinnie, trochę porozmawialiśmy na standardowe tematy, a potem nagle napisał, że mnie zdradził. Bardzo słabo to na szczęście pamiętam, bo stres był tak silny. Błogosławiona blokada poznawcza i zaburzenia dysocjacji. W każdym razie, pamiętam, to co działo się ze mną w bardzo zwolnionym tempie. Nie potrafię tego opisać. Moje serce zamarło, nie mogłam złapać oddechu. Potem zaczęło bić, a każde uderzenie bolało mnie tak, jakby ktoś rozwalał mi klatkę piersiową młotem. Zczołgałam się na parter i chwyciłam Nervosol. Nie pamiętam, ile wypiłam. Wiem tylko, że mój przełyk zaczął płonąć. Rodzice byli zdezorientowani. Wyksztusiłam, że to koniec i żeby dali mi spokój. Ale wiedziałam, że podsłuchują każde słowo, które wypowiadałam do telefonu. Musiałam porozmawiać. Nie byłam wtedy wściekła. Było mi bardzo smutno, ale starałam się zachować trzeźwość umysłu. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że to była najgorsza chwila w moim życiu. I bardzo mi się to nie podoba, jak można w taki sposób zagrać na emocjach? Nawet jeżeli potencjalnie chce się czegoś dobrego. 
Potem On przyznał się, że żadnej zdrady nie było, tylko po prostu był ze mną nieszczęśliwy i chciał jakoś szybko to zakończyć. Faktycznie, przyprawianie o zawał serca, jest najlepszym sposobem na zakończenie związku. 
I pada pytanie: Co jest nie tak, z tobą, do cholery? Nie ma osoby na świecie, która żywiłaby do mnie cieplejsze uczucia. Analizując poprzednie nieudane związki, dochodzę do wniosku, że to we mnie siedzi cała przyczyna tego, że się nigdy nie udaje. Ale przecież… zrobiłabym wszystko dla tej drugiej osoby, żeby tylko  wywołać na jej twarzy chociaż cień uśmiechu. Chyba to jest mi pisane… bycie malutką, samotną łódeczką pośród ogromu oceanu. Albo powinnam się zmienić w sopel lodu i odpłacać się mężczyznom pięknym za nadobne. Jednakże wtedy chyba straciłabym do siebie cały szacunek. 
Myślę, że szczęśliwa byłam tylko w Jego obecności. Starałam się. Naprawdę, bardzo. Jeżeli coś było nie tak, próbowałam to od razu naprawić na swój sposób. Ale chyba ten sposób zawiódł. Już od urodzenia nie miałam łatwego życia, jeżeli chodzi o ścieżkę emocjonalną, psychiczną. 
Teraz tylko muszę odnieść wszystkie rzeczy, które przygotowałam do przeprowadzki, wymyślić jakąś bajkę, że niestety, nie możemy zamieszkać w tym uroczym mieszkanku… Dlaczego w takim razie On pojechał ze mną, by zmierzyć czy meble będą pasować? Jeśliby wiedział, jaki zadał mi tym cios… Tyle razy to powtarzałam, że robienie nadziei osobie zakochanej to najgorsza krzywda, jaką możemy jej wyrządzić.   
Ale muszę wstać, ubrać się, zrobić coś, na co miałabym ochotę, gdyby nie ten stan… Wizyta u kosmetyczki, to byłby dobry pomysł. Trochę rozrywki, trochę kina, trochę starych znajomych, do których nie odzywałam się dawno. Może jakaś Warszawa w końcu. Być może nawet Wiedeń, Schönbrunn i Prater. W sumie mam dużo pieniędzy odłożonych na mieszkanie. Włochy i Francja na razie odpadają, bo nie mam zamiaru zwalać się na głowę kuzynce, która dopiero wzięła ślub i kuzynce, która dopiero się rozwiodła. Nie mogę siedzieć w pokoju, nie mogę leżeć w tym łóżku, nie mogę być w tej okolicy, gdzie przebywał On. Trzeba wziąć się w garść, bo nie ma sensu włóczyć się po domu, pijana od Nervosolu… 



poniedziałek, 29 lipca 2013

Miłość i odpowiedzi

Witaj, Drogi Czytelniku!
Uważam, że miłość to nie są akurat motyle w brzuchu i kiedyś się myliłam. Przynajmniej nie w moim przypadku. Motyle w brzuchu świadczą albo o tym, że nie wzięłam leków (w sumie te motyle wtedy bardziej przypominają żyletki), albo o tym, że kogoś pragnę. Myślę, że miłość oznacza to dziwne ukłucie w klatce piersiowej, kiedy czujesz, że na kimś Ci zależy na tyle, że skoczyłbyś za tą osobą w ogień, tylko po to, by trzymać jej dłoń do końca. I ten uścisk w gardle, kiedy coś się dzieje złego, a Ty wiesz, że chyba nie potrafiłbyś bez tej osoby żyć. I jeszcze to, że jak przypominasz sobie uśmiech drugiej osoby, to od razu chce Ci się śmiać. I to, że robisz wszystko, by ta osoba ciągle chodziła uśmiechnięta, bo dopiero wtedy jesteś szczęśliwy. Miłość, to całkowite zaprzeczenie egoizmowi, to jakby wyższy stan wtajemniczenia i codzienne pokonywanie własnego siebie. 
Miałam odpowiedzieć na pytania w poprzedniej notatce. 
To nie ma znaczenia, ile wymiarów będzie miała przestrzeń, w której przyszło nam żyć. Liczba wymiarów, jakie możemy zobaczyć, jest ściśle uzależniona od liczby kierunków, wzdłuż których jesteśmy w stanie obserwować ruchy ciał znajdujących się w naszym otoczeniu. 
Każde obserwowane ciało w przestrzeni czterowymiarowej wygląda jakby istniało w przestrzeni mającej trzy wymiary. Jak wcześniej spostrzegłam, możemy spoglądać w określonych kierunkach, więc wiedza, jaką czerpiemy z tych obserwacji, ogranicza się do tego, że wydaje nam się, iż żyjemy w trójwymiarowej przestrzeni, mimo że jest czterowymiarowa. 



piątek, 26 lipca 2013

Mieszkanie i Model Euklidesowy

Witaj, Drogi Czytelniku!
Rozmyślamy z moim Ukochanym nad mieszkaniem. Dostałam się na uniwersytet, który znajduje się dosyć daleko od mojego domu, więc muszę zamieszkać w innym mieście. Mamy dosyć ograniczony budżet, ale mam nadzieję, że wszystko się uda na styk. Bardzo chcę się uwolnić z domu. Nie dlatego, że jestem zbuntowana, bo tak naprawdę cechuje mnie niesamowity spokój. Po prostu nie mogę znieść tej atmosfery i myśli, że każdy dzień jest zmarnowany. Jednakże zaczynam odczuwać pewien lęk przed niewiadomą. Z każdym dniem pojawia się więcej pytań, na które na razie nie znam odpowiedzi. Mam nadzieję, że mój Najdroższy kocha mnie na tyle mocno, by przebrnąć ze mną przez te wszystkie przeciwności losu, jakie zapewne nas czekają. Lubię planować i niepokoi mnie to, że akurat w kwestii mieszkania ciężko jest ustalić wszystko dokładnie. Ale staram się myśleć pozytywnie. Jest na świecie osoba, która mnie kocha całym swoim sercem. Nic więcej nie potrzebuję do szczęścia. 
A teraz trochę fizyki. Dlaczego Teoria Względności prowadzi do tylu paradoksów?
Bezwzględnie wierzymy w nieomylność Einsteina. Jednakże to był tylko człowiek. Wielki, ale jednak nie był żadnym bogiem. Moim skromnym zdaniem Einstein popełnił błąd. Założył on, że rzeczywistość jest czterowymiarowa, a czwartym wymiarem jest czas, jaki mierzy obserwator. Przypominam, że nie poparł tego żadnym dowodem oraz nie podjął się analizy alternatywnej opcji. 
Ja starałam się rozważyć właśnie inne rozwiązanie na przykładzie zasady opisu rzeczywistości przy pomocy Modelu Euklidesowego. Model ten daje bardziej zrozumiałą charakteryzację rzeczywistości. Oto wzór:
ds2 = dt2 – dx2 – dy2 – dz2
 Nie będę przytaczać, o co w nim chodzi, ponieważ musiałabym narysować miliard rysunków, zrobić miliard wywodów i przekształcić miliard wzorów. To zajęłoby mi bardzo dużo czasu, a Ty, Drogi Czytelniku, zasnąłbyś przed ekranem. Dlatego zakładam, że jeśli zainteresował Cię ten temat, poszukasz na własną rękę czym jest ten model. Myślę, że pomoże Ci to w zrozumieniu dalszej części. Generalnie chodzi o to, że wszystkie cztery wymiary są traktowane jednakowo, żaden z wymiarów nie ma z góry określonego charakteru przestrzennego lub czasowego. Jednakże do gry został wprowadzony obserwator, który trochę utrudnia sprawę. Ale uwierz mi, Drogi Czytelniku, to rozwiązanie jest prostsze. 
W CER istnieją ciała, które poruszają się po pewnych trajektoriach. Tu pojawia się słowo ruch, a jeśli jest ruch, to powinniśmy zdefiniować czas. Jednakże, jak wspomniałam wcześniej, jeszcze żaden z kierunków CER nie ma jeszcze ustalonego czasu lub przestrzeni.
Generalnie, spotkałam się z wprowadzeniem umownej nazwy Superczas, który ma być wspólny dla wszystkich cząstek. Ale na tę chwilę pozostaniemy przy zmienności opisie zmienności zjawisk mierzonych względem kolejnych położeń obserwatora na swojej trajektorii, żeby sobie dodatkowo nie namieszać. Chodzi o to, że Superczas i tak jest w pewnym sensie proporcjonalny do czasu. Z tego wynika, że Długość trajektorii ciała będzie miarą jego czasu własnego, czyli” zegar” ciała wskazuje długość jego trajektorii przebywaną w CER. Akurat to jest dosyć zrozumiałe.
Zapiszę tutaj kilka wniosków, których nie będę tłumaczyć. Chcę po prostu przybliżyć o co mi chodzi. 
„W CER kierunki interpretowane jako przestrzenne – xyz,  muszą być prostopadłe do kierunku interpretowanego jako oś czasu własnego ciała obserwowanego – t’,  czyli do trajektorii ciała obserwowanego.
Kierunki w CER interpretowane jako wymiary czasowe i przestrzenne zależą od wyboru obserwatora i ciała obserwowanego zgodnie z zasadą, że oś czasu obserwatora jest jego trajektorią w  CER. Kierunki interpretowane jako wymiary przestrzenne są prostopadłe do trajektorii ciała obserwowanego.
Obserwacja ciała wymaga określenia układu współrzędnych obserwatora, w którym osie przestrzenne są prostopadłe do trajektorii ciała obserwowanego. Tak więc jeśli jeden obserwator obserwuje kilka ciał, to dla każdego z obserwowanych ciał należy wybrać inne kierunki w CER jako osie przestrzenne układu obserwatora.” 
Wydaje się jedno wielkie masło maślane, ale wystarczy przeczytać to spokojnie kilka razy, żeby dotarło. 
Na dziś to już wszystko, ponieważ jest dosyć późno, a mój umysł jest zmęczony. W kolejnej notatce odpowiemy sobie na pytania: 
Dlaczego nie widzimy, że obserwujemy każde ciało w innym układzie współrzędnych i mamy wrażenie, że wszystkie ciała obserwujemy tak, jakbyśmy mieli jeden, ustalony układ współrzędnych?
Dlaczego żyjąc w czterowymiarowej przestrzeni mamy wrażenie, że jest ona trójwymiarowa?
Nie są to skomplikowane pytania i w zasadzie, wystarczy logicznie pomyśleć i zanalizować powyższy tekst. 



poniedziałek, 15 lipca 2013

Studia!

Witaj, Drogi Czytelniku!
Dostałam się na wiele kierunków studiów, ale postanowiłam postudiować sobie język turecki. Co prawda, nie znam tureckiego (jak miałam 13 lat postanowiłam się uczyć na własną rękę, ale nie pamiętam zbyt wiele). Wybór kierunku nie należał do łatwych. W sumie to nie sądziłam, że będę miała z czego wybierać, ponieważ myślałam, że matura nie poszła mi za dobrze, ale akurat z tego co widziałam, to moja pozycja w rankingu oscylowała raczej na górze. W każdym razie, bardzo się cieszę, że się dostałam.
Przed chwilą widziałam się z moim Ukochanym, z którym mam zamiar niedługo mieszkać. Nie mam pojęcia, jak biedaczyna to zniesie, bo jak już wspominałam wcześniej mój charakter do łatwych nie należy. Na przykład, kiedy widzę ubrania na podłodze, to ostrzegam raz, a potem lądują za oknem. Mam jeszcze kilka takich asów w rękawie. Mam nadzieję, że jednak mnie jakoś zniesie. W każdym razie kocham Go ponad wszystko i nie wyobrażam sobie życia bez Niego. Jest najcudowniejszą osobą na świecie. A jak będzie chciał uciekać, to przywiążę Go do łóżka. I już nie ucieknie, sto procent gwarancji.
W sumie, to napisałam tę notkę, tylko po to żeby się pochwalić, że na razie wszystko układa się idealnie. I na koniec, dla mojego Najdroższego, Zorg.  



środa, 3 lipca 2013

Fragile

Witaj, Drogi Czytelniku!
Otrzymałam już wyniki z matury. Nie jestem z nich zadowolona, ale mam nadzieję, że dostanę się na studia. Wszystko w moim życiu jest takie kruche i niepewne. Przed oczami ciągle mam postać z moich ostatnich świadomych snów. Nie chcę o niej myśleć, ale im bardziej próbuję ją wymazać, tym bardziej jest… rzeczywista. Tą postacią jest maleńka, delikatna porcelanowa baletnica, która obraca się w takt melodyjki.
Pod koniec pozytywka powolutku przestaje działać i cichnie. Nie potrafię się od tego uwolnić. I denerwuje mnie to, że nie mogę oszukać własnego umysłu, który ciągle kojarzy fakty.
Mam bardzo dziwne myśli. Jedyne, co ostatnio czuję to obawa. W każdej, nawet najdrobniejszej rzeczy, doszukuję się błędów, które ewentualnie mogłyby mnie potem zaskoczyć. Nie wiem, Drogi Czytelniku, czy mnie rozumiesz. Ale tak bardzo pragnę, by ktoś teraz przy mnie był…
Wczoraj w nocy wyszłam na chwilę, bo nie mogłam znieść tej samotności. W sumie ta chwila trwała pięć godzin. Poszłam z kolegą na cmentarz, żeby odwiedzić dziadka. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Wtedy sobie uświadomiłam, kogo tak naprawdę przypomina mi mój Najdroższy. 
Mimo to jednocześnie wiem, że nie mogę przywiązywać się do ludzi, że muszę trzymać się na dystans. Im więcej osób, które naprawdę lubię, tym więcej potencjalnego cierpienia. Najlepiej jest po prostu wyeliminować źródło smutku, jeżeli ma się jakieś cele do zdobycia w życiu. Jednakże, do mojego Ukochanego jestem naprawdę silnie przywiązana i mam nadzieję, że nigdy nie będę tego żałować.



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rybki i malinowy chruśniak

Witaj, Drogi Czytelniku!
Za niedługo będę mieć wyniki z egzaminów. Staram się o tym nie myśleć i nie dołować. Jeżeli nie dostanę się na studia, to poszukam jakiejś pracy. Może to byłoby lepsze? Nie mam pomysłu na życie. Kompletnie nie wiem co robić. Na szczęście mój Ukochany jest przy mnie i spróbujemy sobie w jakiś sposób poradzić. Ostatnio myślałam o założeniu małego sklepu zoologicznego, bo z tego co wiem, w mieście, w którym zamierzam mieszkać nie ma nic ciekawego w tej branży. Lubię zwierzęta, nawet bardziej od ludzi. Tylko Luny nie cierpię, ale to wyjątek. Założyłam ponownie akwarium, już nawet urodziły mi się malutkie rybki.  Cieszę się, że je mam. Patrzenie na nie, to lepsza rozrywka niż oglądanie ostatniej wersji Kac Vegas. Poza tym są śliczne i kochane. Naprawdę, cieszę się, że mam czym się opiekować i jest to tylko moje. Chciałabym mieć jeszcze węża, ptasznika i żabkę.
W życiu prywatnym układa się dosyć dobrze. Między mną a Nim nic się nie zmieniło, także chodzę zakochana i rozmarzona. Ostatnio byliśmy nad jeziorem, nad którym praktycznie mieszkam i tak sobie o tym ostatnio myślę. Zresztą On wie o czym.
 Poza tym chciałabym wrzucić do tego jeziora kilka rybek, jeśli będę miała za dużo. Jestem ciekawa czy poradzą sobie w takich warunkach. Co prawda słodkość wody i urozmaicenie są naprawdę świetne, ale obawiam się temperatury i większych ryb.
A jeżeli chodzi o wiersz poniżej, to skojarzył mi się z ostatnimi wydarzeniami, które nie ukrywam, były bardzo miłe.            

Bolesław Leśmian W malinowych chruśniaku
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem 
Zapodziani po głowy, przez długie godziny 
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. 
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem. 

Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, 
Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, 
Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory 
I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty. 

Duszno było od malin, któreś, szapcząc, rwała, 
A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, 
Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni 
Owoce, przepojone wonią twego ciała. 

I stały się maliny narzędziem pieszczoty 
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie 
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, 
I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty. 

I nie wiem, jak się stało, w którym okamgnieniu, 
Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, 
Porwałem twoje dłonie - oddałaś w skupieniu, 
A chruśniak malinowy trwał wciąż dookoła.